Pod koniec lutego szwedzki zespół Black Magic Fools samodzielnie wydał swój debiutancki longplay. Czy jest to zespół, który odmieni folkmetalowy rynek? Jeżeli jesteście ciekawi odpowiedzi, zapraszam do zapoznania się z tekstem.

Już na samym początku album przykuł moją uwagę stroną wizualną. Rozkładane na trzy części pudełko prezentuje się świetnie. Zaciekawiony, odtworzyłem album na moim odtwarzaczu. Płyta zaczyna się standardowo intrem – Fools Parade, słyszalne w utworze dudy oraz bębny dobrze wprowadzają słuchacza w oryginalny klimat. Nie codziennie słucha się płyt folkmetalowych, kojarzących się z czarną magią, tańcami śmierci i duszami. Drugi utwór – Grave Dancer – rozpoczyna się energiczną partią gitar, aby chwilę potem w ruch poszły perkusja i gitara basowa, nadając ciężaru kawałkowi; wokal wchodzi po pewnym czasie. Piosenka zakończyła się porządną solówką na gitarze, podobał mi się fakt, że już od samego początku muzycy dają z siebie wszystko i chcą zachęcić do dalszego słuchania. I tak też było w moim przypadku, byłem ciekaw, co zespół chce jeszcze zaprezentować.

3540342988_photo

Nie byłem gotowy na to, co dane mi było usłyszeć, odtwarzając trzeci utwór na płycie. Tragedia to mało powiedziane, utwór Lies jest jedną z najgorszych piosenek, jakie ostatnio słyszałem. Kawałek zaczyna się identycznie jak poprzedni utwór; gitary, potem perkusja, bas i wokal. Ale w tej piosence dodano coś jeszcze – skrzypce. To właśnie one sprawiły, że utwór ten jest tak beznadziejny. Nie pomogła nawet genialna solówka na gitarze w połowie piosenki. Po Lies bałem się odsłuchu kolejnych kawałków.

Odetchnąłem z ulgą. Salvation jest spokojnym utworem, zupełnie innym od poprzedniej piosenki. Występują również partie skrzypiec; ku mojemu zdziwieniu, są one na wysokim poziomie. Do końca płyty nie było już utworu, który bym skrytykował. Oczywiście są jeszcze na tym krążku rzeczy, do których bym się mógł przyczepić – przykładem jest utwór Last Supper. Podczas słuchania tej piosenki, miałem wrażenie, jakby to był ostatni kawałek na albumie. I na odwrót, ostatni utwór na płycie aż prosi się o to, by uplasować go w połowie krążka. Innym przykładem jest piosenka Soul Collector – początek numeru jest hołdem dla osób, które usłyszały na swoim komputerze powiadomienie „Baza wirusów została zaktualizowana”. Ale to tylko moje narzekanie, bowiem nie mam żadnych poważniejszych zastrzeżeń do pozostałych utworów na tym albumie.

Jeżeli chodzi o warstwę liryczną piosenek będących na Soul Collector – bez zarzutu. Testy są anglojęzyczne, jednak ciekawym urozmaiceniem są dwie piosenki napisane po szwedzku . Liryki opowiadają o wspomnianych wcześniej tańcach śmierci, duszach i czarnej magii. Dudziarz i jednocześnie wokalista zespołu dobrze wykonał swoją robotę. Barwa głosu Pontusa pasuje do muzyki i ciekawie się z nią komponuje.

Pozostali członkowie zespołu również wykonali świetną robotę. Najlepiej jednak, moim zdaniem, wypadł gitarzysta. Riffy trzymały dobry poziom, lecz to właśnie solówki Daniela zasługują na największe brawa. Na pewno chciałabym pochwalić także perkusistę; granie skomplikowanych kompozycji oraz sprawne zmiany tempa wyjątkowo sobie cenię, a Björn spełnia obie te cechy. Trudno było mi ocenić grę skrzypaczek w Black Magic Fools – z jednej strony, grały ciekawe i przyjemne dla ucha kompozycje, z drugiej zaś… Lies – i tyle w temacie. Uznam więc, że był to jednorazowy wyskok, który nigdy więcej się nie powtórzy.

A jak album wypada na tle debiutów innych zespołów? Uważam, że świetnie! W przypadku wielu formacji debiuty pokazują, że muzycy nie są jeszcze zbyt dobrze zgrani z sobą i potrzebują czasu, żeby to uległo zmianie. W przeciwieństwie do innych zespołów, słuchając Black Magic Fools można odnieść wrażenie, że członkowie grupy grają ze sobą już wiele lat. Innym przykładem są kompozycje i styl. Istnieją formacje, które nie mają pomysłu na swoją muzykę i nie wiedzą co chcą grać, skutkami takich działań są negatywne opinie o danym zespole; mogą być krytykowani choćby z powodu zapożyczenia stylu od innego bandu. Inaczej jest z Black Magic Fools, widać, że Szwedzi mieli pomysł na swoją kapelę, i konsekwentnie trzymają się swoich pierwotnych założeń.

Debiutancki album Black Magic Fools uważam za bardzo udany eksperyment. Z chęcią wystawiłbym ocenę wyższą, lecz niestety, przez jedną piosenkę oraz kilka pomniejszych błędów musiałem obniżyć ocenę. Mam nadzieję, że grupa wyciągnie wnioski – i że zaowocuje to albumem jeszcze lepszym niż ten.

8-/10