Zespół Strzyga po wielu latach starań wydał wreszcie swój debiutancki album; premiera miała miejsce 8 lipca podczas V Słowiańskiej Nocy Folk-Metalowej w Brennej. Płyta Świt bogów ukazała się nakładem Art of the Night Productions. Czy warto było na nią czekać?

Utwór otwierający płytę, Upadek Arkony, okazał się bardzo sympatyczną introdukcją urozmaiconą deklamacją. Wstęp brzmi zachęcająco, a dobry początek to pierwszy klucz do sukcesu. Nie zawiodłem się – kolejne kompozycje to energetyczna mieszanka różnych (jednakowoż tworzących naprawdę spójną całość) gatunków; nie brakuje tu  oldschoolowych riffów i mocnego growlu, jak i elementów thrashu, heavy metalu, a nawet elementów speed metalu. Niektóre utwory – jak np. Starsza Krew – było mi dane poznać już na koncertach; co ważne, również w wersji studyjnej ,,jest moc”, którą podkreślają wpadające w ucho solówki gitarowe. Świt bogów nie jest pozbawiony mankamentów; growl moim zdaniem kompletnie tu nie pasuje.

Płyta została zwieńczona z rozmachem; piosenka zamykająca album, czyli Kolovrat, to utwór szybki i dynamiczny. Pod względem lirycznym cała płyta jest mocno przesiąknięta tematyką słowiańską. Moimi faworytami są Upadek Arkony (tekst: Wojciech Świętobor Mytnik) oraz Kolovrat.

Cały album brzmi naprawdę ciekawie. Muzykom udało się zachować dobry balans pomiędzy thrashem oraz heavy speed metalem. Biorąc pod uwagę warstwę liryczną, pokuszę się o stwierdzenie, że grupa stworzyła pogański thrash. Na uwagę zasługuje wokal Mateusza, który naprawdę dobrze sprawdza się w heavymetalowych partiach, natomiast co do jego growlu – cóż… Moim zdaniem płyta nie straciłaby na wartości, gdyby go nie było – mam tu na myśli Kawalerię Szkarłatnego Księżyca. Tak czy inaczej muzycy wykonali kawał dobrej roboty. Czy warto, aby przerzucali się na anglojęzyczne teksty? Moim zdaniem nic na siłę. Polskojęzyczne utwory w wykonaniu Mateusza brzmią bardzo dobrze. Podsumowując, Strzygę warto obserwować i czekać na kolejny album – oraz zapoznać się ze Świtem Bogów, jeśli jeszcze tego jeszcze nie zrobiliście, gdyż, pomimo kilku niedociągnięć, w płycie naprawdę czuć potencjał.

8/10