Debiutancki album zespołu  Time of Tales, zatytułowany Tales of Time, wywołał w naszej redakcji różne emocje. Trzech redaktorów chętnie się z nimi z Wami podzieli. O krążku ToT rozmawiają Paweł, Kacper i Jakub.

Paweł Milczarek: Mnie osobiście album Tales of Time nie zaskakuje niczym specjalnym… Wesołe melodie, które gdzieś już chyba słyszałem i standardowo podane riffy. Nie znaczy to jednak, że jest źle pod względem czysto warsztatowym, bo ten chłopaki mają opanowany całkiem nieźle.

Kacper Sikora: Trudno się z Tobą nie zgodzić. Piosenki są bardzo podobne; muszę jednak przyznać, że jeśli chodzi o gitary, to jak dla mnie bardzo fajne brzmieniowo są thrashowe riffy, zwłaszcza z Rise Your Cup, Deep In The Woods oraz Plains of Hero. Perkusja niczym szczególnym mnie nie zaskoczyła, była po prostu w porządku.

Paweł Milczarek: Gdyby tylko te gitary były lepiej wyeksponowane… Brakuje mi tu tłustego, porządnie wyciągniętego brzmienia i pomysłowości. Nie ma w tym wszystkim polotu, błysku, innowacji…

Jakub Bochenek: Pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy podczas słuchania albumu, było uderzające podobieństwo do Eluveitie. Fakt – jeśli się wzorować, to na najlepszych. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy muzycy z Time of Tales byli w stanie udźwignąć ten ciężar…

Kacper Sikora: Dobrze powiedziane, zastanawiam się tylko, po co ta lira w ostatniej piosence…   A jak oceniacie wokal? Jak dla mnie scream sam w sobie trzymał poziom i był wyraźny. Growl  w Inner Light też całkiem niezły.

Jakub Bochenek: Mnie wokal również przypadł do gustu.
Paweł Milczarek: I tu dotykamy istotnej kwestii – języka. Paradoksalnie (hm, nie jestem pewien, czy to akurat dobre słowo) najlepszym numerem na płycie jest ten wykonany po polsku. Nie ze względu na to, że obfituje w jakieś zmyślnie skrojone, trącące geniuszem smaczki, ale właśnie z uwagi na użyty w nim język. Okazuje się, że stylistyka chłopaków najlepiej sprawdza się w połączeniu z naszą rodzimą mową.

Podczas słuchania poszczególnych numerów nie mogę oprzeć się wrażeniu, że już to słyszałem. Weźmy pierwszy z brzegu przykład – I will dance on your grave tonight. Pomimo iż tego rodzaju tytuły zawsze do mnie przemawiają, tak reszta nie jest w stanie przemówić już w ogóle. Zaczyna się prostą melodyjką na irlandzkim flecie, po chwili dołącza reszta składu, wchodzi growl i… no, kurde, tyle.

Kacper Sikora: Na tym albumie nie pasował mi przesyt fletu, który naprawdę kłuł w uszy. No i ta – w mojej opinii zupełnie zbędna – lira korbowa w ostatniej piosence. Jak dla mnie zespół mógłby pójść w kierunku czystego thrashu, a jeśli chciałby kontynuować granie folk metalu, to niech używa fletu z umiarem. Tyle z mojej strony.

Jakub Bochenek: Nie podobało mi się brzmienie fletu. Osobiście wyżej oceniam grę liry korbowej, lecz niestety było jej znacznie mniej.

Kacper Sikora: Jaka jest Wasza ogólna ocena płytki? Jak dla mnie szału nie ma, ale też nie jest to zły album. Daję im słabe 6/10.

Paweł Milczarek:  3/10. Ortodoksyjni fani folkmetalowych brzmień nie powinni narzekać, bo i tragedii nie ma. Ci jednak, którzy pragną czegoś więcej, tutaj raczej tego nie znajdą. Najbardziej chyba żal mi tego spłaszczonego brzmienia. Wszak jeśli coś ma w nazwie metal, to i tym metalem powinno w odpowiedni sposób zajeżdżać. A tutaj mamy do czynienia raczej z celtyckim folklorem, który przyozdobiony ledwo tymi gitarami został… Taka leśna potupaja. Co poniektórzy lubić pewnie lubią, ja jednak wysiadam z tego tramwaju.

Mam nadzieję, chłopaki, że zbytnio się Wam nie naraziłem. Wiecie, generalnie łatwiej jest kogoś skrytykować, jeśli się z nim nie pisało i ma się pewność, że ten ktoś pewnie tego nie przeczyta. Wy to raczej przeczytacie. Naprawdę, nie warto brać do siebie wypocin jakiegoś marnego prawie pisarzyny… Jak dam radę wbić Wam kiedyś na koncert, to się wcześniej odezwę i łykniemy jakieś piwko.

 Jakub Bochenek: 5,5 /10. Jest to płyta, której warto posłuchać, jednak trzeba się do niej odpowiednio nastawić. Nie można oczekiwać po tym krążku niczego wielkiego, trzeba do niego przysiąść z nastawieniem na typowy album folkmetalowy, który nie wybija się ponad wyżyny gatunku. Oby muzycy z Time of Tales wyciągnęli wnioski z popełnionych przez nich błędów.
Być może  tak zróżnicowane opinie skłonią Was do przesłuchania  tego albumu…? Serdecznie Was do tego zachęcamy. Tymczasem trzymamy kciuki za szybki powrót Time of Tales na scenę!

 

  • Marta

    To nie jest flet irlandzki tylko flażolet/whistle. To są 2 różne instrumenty! A warsztat panów z ToT porywający to nie jest… Jak dla mnie 2/10