Niecodziennie nadarza się okazja, żeby poznać zespół folkmetalowy w klimatach pirackich. „Folkmetalowe szanty” zostały już dostatecznie spopularyzowane przez legendarny szkocki  Alestorm. Grupy, które chciałyby wybić się w tym pirackim świecie, nie mogą pozwolić sobie na powielanie schematów.

I tu właśnie pojawia się hiszpański zespół założony w 2014 roku – Red Flag Crew, który postanowił pokazać, że są inne wartościowe zespoły pirate/folkmetalowe niż tylko Alestorm; grupa wypuściła swój debiutancki album Tides of Blood, wydany w 2015 roku w nakładzie zawierającym zaledwie pięćset egzemplarzy.

RED-FLAG-CREW-FOTO

Cały album jest nierówny, piosenki bardzo dobre przeplatają się z utworami słabymi. Są numery, gdzie „morski” klimat tak daje popalić, że masz chęć wskoczyć na statek i zacząć pływać po oceanach, lecz nie brakuje też utworów, które muzycznie mają niewiele wspólnego z piractwem.

Intro albumu The Awakening jest świetnym wstępem do płyty; krótka, spokojna, grana na klawiszach piosenka, w tle słychać szum wody. Większość utworów na płycie świetnie odwzorowuje klimat pirackiego żywota. Jest na tej płycie wszystko, czego prawdziwy pirat potrzebuje, od bitew morskich, przez potwory, aż do lubianego przez każdego korsarza – rumu. Outro – The Betrayal, piosenka równie spokojna jak intro płyty, jest idealnym zwieńczeniem krążka.

Instrumenty nie wyróżniają się niczym specjalnym, co może się nie spodobać wielu fanom folkmetalowej muzyki, gdyż za folkowe brzmienia na albumie odpowiedzialne są instrumenty klawiszowe. Wokal jest podobny do barwy głosu znanego wszystkim Christopher’a Bowesa, więc powinien spodobać się wielu amatorom tego typu kompozycji. Najlepiej sprawdzającym się muzykiem w zespole jest perkusista – Guillermo „Surgeon” Garcia. Brzmienie perkusji perfekcyjnie komponowało się z pozostałymi instrumentami. Gitara basowa w wydaniu Pablo „Gunner” Largo świetnie spisuje się w spokojnych motywach w piosenkach. Gitara elektryczna w wykonaniu Davida „Carpenter” Pradesa jest chyba największym minusem tego bandu. W żadnym momencie nie wybiła się „ponad normę”, cały czas trzymając równy poziom, czasem zabrakło mi po prostu porządnej solówki na gitarze. Na tle innych debiutanckich płyt Tides of Blood spisuje się jednak całkiem nieźle. Słyszalny jest jeszcze brak zgrania zespołu, ale jestem pewien, że na następnym albumie ulegnie to znacznej poprawie.

Red Flag Crew pokazał, że potrafi zagrać dobry pirate folk metal, ich pierwsza płyta spełniła swoje zadanie i zachęciła mnie do nich. Osoby, które będą miały okazję poznać ten zespół, na pewno docenią próbę wprowadzenia czegoś nowego do gatunku, a może nawet polubią tę formację. Możemy mieć tylko nadzieję, że następny album będzie lepszy od poprzedniego.

6+/10