Hiszpański Trobar de Morte jeszcze w 1999 w roku znany był jako projekt; dopiero sześć lat później przerodził się w prawdziwy zespół. Dziś Hiszpanie cieszą się sławą mistrzów medieval folku na skalę europejską. Po czterech latach milczenia wydali szósty już pełnometrażowy album, zatytułowany Ouroboros. Czy okazał się on wart uwagi? Sami się przekonajcie!

Już sam tytuł sugeruje odbiorcy, że będzie to album nietuzinkowy. Ouroboros to starożytny symbol, przedstawiający węża lub smoka, zjadającego własny ogon; same teksty piosenek są przepełnione odniesieniami do mitologii nordyckiej, którą najwyraźniej inspirowała się głownie Lady Eodil.

Piękne, czyste melodie, chóralny śpiew oraz fragmenty deklamacyjne (Völuspá – The Beginning and the End of the World) Lady Morte. Niesamowite dźwięki typowe dla instrumentów ludowych, takich jak flet, buzuki, lira korbowa, skrzypce i dudy; to wszystko sprawia, że w pewnej chwili w mojej wyobraźni pojawia się dziki las, wraz odgłosami ptaków, co powoduje nieodpartą chęć zjednoczenia się z naturą; wrażenia te spotęgowała piosenka Yggdrasil. In Laudem Bacchi przywołała niespełnione (jak dotąd) marzenia o podróżach do krajów takich jak Hiszpania, Francja czy Włochy. Motywów celtyckich nietrudno doszukać się utworze While the Field Is Green; podczas słuchania tego utworu poczułem chęć wyjścia do lasu… Kolejnym z atutów płyty są idealnie dobrane instrumenty perkusyjne, takie jak gong, darbuka lub bębny (The Wolf, Yggdrasil, While the Field Is Green, Ouroboros, The Serpent). Album jest otoczony aurą mistycyzmu, co doskonale widać na przykładzie kompozycji takich jak Summoning the Gods, The Voice of the Eternity, The Serpent oraz, najlepszej pod tym względem, pieśni Völuspá – The Beginning and the End of the World, zamykającej ów krążek.

Płyta ta dostarczyła mi wielu wspaniałych doznań. Pozwoliła mi poczuć ducha dawnych czasów. Na uwagę zasługuje praca muzyków, którzy zadbali o to, by słuchacz się nie nudził  na albumie nie brakuje zarówno mistycznych, melancholijnych, jak i radosnych dźwięków. Jeśli dodać do tego znakomite teksty, spójność wokalną i muzyczną, mogę śmiało powiedzieć, że jest to dla mnie płyta, która zasługuje na tytuł albumu roku 2016 na równi z albumem A Piece of Mind & Mirror norweskiego projektu (mam nadzieję, że wkrótce zespołu) Skuggsjá .

10/10