Jako, że recenzji na naszym serwisie nigdy za wiele, a recenzowany materiał niedawno doczekał się reedycji, warto byłoby go ocenić – co też uczyniłem z wielką chęcią, bo jest to materiał rewelacyjny.

Po rozłamie w Krodzie wiele osób obawiało się, co teraz. Na szczęście zarówno sama Kroda, jak i opuszczający ją Viterzgir wyszli z tego bałaganu obronną ręką, ba – powiedziałbym, że obie strony na tym skorzystały. Eisenslav nagrał świetny album, a Viterzgir utworzył nową formację, która, choć nie uniknęła porównań do Krody, stworzyła własną jakość. I tę jakość zaprezentował pan Julian Mytsyk et consortes na owej skromnej epce.
Co prawda „Dzherelo” (tu wyjątkowo używam zapisu dla niesłowiańskojęzycznych, bo niestety takowy widnieje na okładce) to zaledwie niespełna 20 minut muzyki, ale za to jakiej! Już pierwszy utwór wprowadza słuchacza w niesamowity klimat: ludowe instrumenty i przeszkadzajki, dyskretne klawisze, nostalgiczna gitara – atmosfera bliżej nieokreślonej tęsknoty, zadumy, przywodząca na myśl gęste bory, porastające karpackie szczyty. Wreszcie solidne, metalowe uderzenie z rewelacyjnym wokalem, niczym wołanie do samych Bogów, ze szczytu tychże gór. Następne utwory dalej obrabiają tę formułę: metalowe riffowanie gęsto podbarwione rytmicznymi przeszkadzajkami i fujarkami wszelkiej maści, przerywane momentami bardziej nastrojowymi, z górującym nad wszystkim doskonałym wokalem lidera. Mamy też utwór całkowicie folkowy, wręcz rytualny – aż szkoda, że tylko jeden. Melodyka płyty naturalnie przywodzi momentami na myśl Krodę, ale tu muzyka zdaje się być o wiele bardziej przemyślana, jest bardziej klimatyczna – po prostu inna. Ktoś mógłby powiedzieć nawet lepsza, bo drzemie w niej niesamowity potencjał. I tym większy niedosyt czuje człowiek po wysłuchaniu tych czterech utworów. Niedosyt, którego pełnowymiarowy album Ukraińców nie zaspokoi.
Można się zastanawiać, czemu nie pokuszono się od razu o takowy; pomysł Vitera na muzykę, choć oparty na pewnych standardach, był w ogólnym wydźwięku mocno nietuzinkowy, nowy, świeży. Co prawda ową nietuzinkowość kontynuowano poniekąd na następnej epce, ale na tym się skończyło. Wielka szkoda.

Ocena: 9/10