Viter. Projekt znanego z Krody Juliana „Viterzgira” Mytsyka, który po odejściu z macierzystej formacji postanowił przenieść swoją muzykę na nieco inny poziom, czy może raczej – w inny wymiar. I tak pierwszy mini album projektu stanowił dawkę rewelacyjnego klimatycznego folk metalu najwyższej próby. Drugi – nagrany we współpracy z ukraińskim Kings & Beggars – był lekkim krokiem w bok, jako że oferował głównie muzykę ludową z minimalnymi wpływami metalu. Natomiast na pewno nie był to krok w tył, jako że owe wydawnictwo było po prostu znakomite. Niedługo później zespół zapowiedział pracę nad nowym albumem, co nakręciło oczekiwania i apetyt rzesz fanów, których Viter sobie zdobył poprzednimi nagraniami.  Następnie grupa zaczęła udostępniać po kolei wszystkie utwory z nowego wydawnictwa… i  zaczął się horror.

Nie będę komentował nowego wizerunku grupy, który prezentowany jest na grafikach związanych z poszczególnymi utworami jak i na zdjęciach promocyjnych. Nie będę,  bo jestem kulturalny. Skomentuję za to muzykę. Na profilu FB zespół z wielką pompą obwieścił narodziny nowego stylu, który nazwał „folk’n’dustrialem”. Może i coś w tym jest, ale jak dla mnie muzykę zawartą na debiutanckim albumie lepiej określają wulgaryzmy. Jasne, zespół ma prawo się rozwijać, zmieniać styl, robić co mu się żywnie podoba. Ale Viter popełnił samobójstwo, a przynajmniej dla tych, którzy spodziewali się pagan / folk metalu w stylu ich pierwszej epki.

Co więc dostajemy? Absolutnie niestrawną mieszankę elektroniki, popu, rocka i jakiegoś badziewnego nu metalu w wydaniu amerykańskim. Oczywiście, wszystko po angielsku żeby przekaz „dotarł poza granice Ukrainy”. Szkoda tylko, że ten „przekaz” niewiele się różni od przekazu byle pop gwiazdek, a może to ja czegoś nie rozumiem? Muzyka tu i ówdzie okraszona jest folkowymi elementami, które (mimo, iż wykonane znakomicie) w większości przypadków brzmią jakby zespół za bardzo zapędził się w swoje elektroniczno-poprockowe zabawy, po czym ktoś zakrzyknął – „hej, chłopaki, miał być folk’n’dustrial, wrzućmy tu jakiś flet”. Utwory są absolutnie bezpłciowe, co utwór to nowe dziwne kierunki, jakby zespół sam nie bardzo wiedział, co właściwie robi. Tu soft rockowa ballada, tam nu metal, gdzie indziej jakieś niewiadomo co, a wszystko tonie w nawale eksperymentalnych dźwięków, brzmień i rozwiązań, z tym, że słowo „eksperymentalne” ma w tym przypadku wyjątkowo negatywny wydźwięk. Wokale pana Viterzgira – bardzo dobre na poprzednich wydawnictwach – teraz są bełkotliwe, monotonne i bardzo pretensjonalne, zwłaszcza w połączeniu z marnymi tekstami po angielsku. Po atmosferze poprzednich wydawnictw nie zostało ani śladu, wszystko zaprzedano w imię… sam nie wiem czego, zabawy? Podobno chodziło o „artystyczne poszukiwania i wolność”, ale jak dla mnie ich rezultat jest guzik wart. Wygląda to tak, jakby Viterzgir chciał na siłę odciąć się od swojego poprzedniego zespołu. I udaje mu się to, bo każdy, kto zna twórczość Krody będzie szukał swojej szczęki na podłodze widząc co teraz wyprawia jej były członek. I może to właśnie jest kłopot tego zespołu – „starzy” fani siłą rzeczy będą nań patrzeć przez pryzmat klimatów, z jakich się wywodzi jego lider, tymczasem ten zapragnął spalić za sobą wszystkie mosty. Bo obiektywnie rzecz biorąc, muzyka Viter stoi na dość wysokim poziomie technicznym czy produkcyjnym. Niestety dla mnie to zdecydowanie za mało i zupełnie nie wiem czego szukał zespół nagrywając ten materiał.

Trudno się recenzuje tę płytę, gdyż jej słuchanie to istna męczarnia. Jeśli ktoś patrzy na takie rzeczy, to na plus oceni pewnie wysokiej jakości produkcję, kunszt muzyczny i jak by nie patrzeć – nieszablonowe myślenie, ale co z tego, skoro efekt końcowy jest po prostu tragiczny? Co prawda, odzew na nowe utwory jest dość pozytywny – a przynajmniej zespół stara się tworzyć takie wrażenie, bo jak zauważyłem ja i kilka innych osób – negatywne komentarze na FB są szybciutko kasowane, a mało ich nie było. Życzę Viterowi powodzenia na nowej ścieżce życia, ale raczej mu go nie wróżę. Na pewno nie wśród osób, których serca zdobył dziełami takimi jak „Dzherelo” czy „Diva Róża”.

Ocena: 2/10

PS. Zespół zamierza promocję albumu uświetnić dwoma teledyskami, przy czym zwiastun pierwszego otrzymał taką ilość minusów na Youtube, że grupa aż wyłączyła możliwość oceniania.

PS2. Płyta póki co dostępna jest jedynie w wersji cyfrowej, do ściągnięcia za pieniążki z serwisów typu Itunes lub za darmo ze strony zespołu. Zapowiedziano jednak również wydanie wersji CD.

  • Vargnorth

    za słuchanie tego gniota zespół powinien płacić słuchaczowi za zmarnowany czas!!!!!!. Viter zabłądził w poszukiwaniach i hula wśród betonowych blokowisk…….

  • Vargnorth

    za słuchanie tego gniota zespół powinien płacić słuchaczowi za zmarnowany czas!!!!!!. Viter zabłądził w poszukiwaniach i hula wśród betonowych blokowisk…….