Na taki twór jak Alne czekała nasza Polska ziemia. Twór łączący rock, metal i folklor. Twór oryginalny, bardzo „polski” i niebędący zwykłą sieką z okazjonalnymi fletami. Zapraszam do wywiadu z Klimorem, czyli mózgiem całego przedsięwzięcia.


Witaj, Klimor. Nie zamierzam męczyć cię pytaniami o historię projektu, bo o to pyta każdy. Zamiast tego zacznę nietypowo: jak myślisz, czemu tak mało polskich zespołów, obracających się przecież w tematyce „pogańskiej”, czy folklorystycznej, sięga do  źródeł zagadnienia? Moim zdaniem Alne jest dokładnie tym, czego brakowało tutejszej scenie, zwłaszcza, że inni wolą krzyczeć „Sława” i fascynować się jakimiś bitwami (co nie jest samo w sobie złe, o ile jest zrobione jak należy i nie występuje w nadmiarze), niźli zagłębić się w folklor. Jak ty to widzisz?

Myślę, że z pewnością moglibyśmy doszukać się zespołów, które zagłębiają się w folklor. Od razu przychodzi mi do głowy Jar. Oni w swoich piosenkach wykorzystują często teksty spisane przez etnografów, które dla Alne były inspiracją do napisania własnych. Być może większością są – jak piszesz – zespoły „opiewające bitwy”, szczerze to nie wnikam w to, mam swoją wizję tego, co chcę robić.

Naturalnie, ale Jar jest przysłowiową kroplą w morzu, a chodziło mi bardziej o zespoły metalowe. Ale skoro o tym wspomniałeś – skąd ta wizja i zainteresowanie folklorem u ciebie? Takie wpływy pojawiały się już w Non Opus Dei czy chociażby w Volfenkreuz, o ile pamiętam. Mogłoby się wydawać wręcz dziwne, że dopiero teraz urzeczywistniłeś swoje fascynacje w oddzielnym projekcie, poświęconym im w stu procentach.

Jest jak piszesz – ten temat często się u mnie przewijał, nie zawsze na pierwszym planie, często w rozmaitych kontekstach. A skąd to się wzięło – cóż, to po prostu najzwyklejsze zainteresowanie pierwotną duchowością naszych ziem. Niesamowitą sprawą jest to, iż ta „dawna wiara” przetrwała do dzisiaj, i że jest wciąż aktualnym systemem, opisującym cały świat. Jest to również system cały czas otwarty na zupełnie nowe fakty i odkrycia. Kilka dni temu rozmawiałem z fizykiem, który różne współczesne odkrycia tej nauki umiejscawia w kontekście wiary dawnych pogańskich Prusów. No, i wszystko gra ze sobą. Niesamowite, prawda?

Wierzenia Prusów czy Słowian nie były (nie są) zbudowane na jakichś wydumanych wydarzeniach i interpretowaniu ich w taki a nie inny sposób. Ci ludzie nie byli skażeni pojęciem dualizmu, tak więc zgłębianie świata duchowego podlegało tym samym prawom, co zgłębianie np. fizyki czy biologii przez dzisiejszych naukowców, świat duchowy był jednością ze światem fizycznym. To, że część wiedzy o świecie nazywa się dziś mistycyzmem i traktuje inaczej niż inną wiedzę, jest błędem dualizmu.

Może to daleko idący wniosek i nieco odejdę od tematu, ale zobacz, jak dużo w post-pogańskiej duchowości Europy mówi się o jakimś „jednoczeniu przeciwieństw”. Jung, wcześniej alchemicy itd… Czyżby raptem komuś czegoś zabrakło?

Czy zatem można Alne nazwać zespołem „pagan metalowym”? Czy twoje zainteresowanie tą tematyką przekłada się na twoje postrzegania świata? Określiłbyś się jako rodzimowierca?

Zespół jak najbardziej można tak określić. Pagan rock metal pewnie byłby zapewne bardziej dokładnym terminem – jeśli ktoś naprawdę uwielbia szufladkowanie muzyki. (śmiech)

Co do mnie osobiście… Pewien mądry człowiek doradził mi kiedyś coś w tym stylu – „masz ułożone w głowie po swojemu, ja to nazywam wielowymiarowością, tego się trzymaj i nie daj się zamknąć w jakichś granicach”. Więc staram się tego trzymać. I faktycznie, nie przepadam za przyczepianiem etykietek – obojętnie, czy chodzi o ludzi, czy o muzykę. Wiem, to znacznie ułatwia sprawę – ale czy jeśli ktoś powie o sobie „jestem kierowcą ciężarówki”, czy też „jestem wyznawcą i tamtego”, to czy coś to mówi na temat tego człowieka? To jest raczej mylenie pojęcia „osobowość” ze zlepkiem jakichś idei czy z wykonywaną funkcją. Nie widzę w tym sensu. Wolę zajmować się esencją jakiejś sprawy, porzuciłem krzykliwe opisywanie siebie różnymi „-izmami” i po prostu robię swoje.

Też nie przepadam za łatkami, ale wielu ludzi lubi zarówno je doklejać, jak i kiedy są one doklejane im. Definicja pagan metalu jest dość pojemna, ale czasem zdarzają się grupy, które tak się określają, ale prywatnie okazuje się, że to tylko poza… A co sądzisz o „zorganizowanym” rodzimowierstwie, które rozwija się tak w Polsce jak i w innych krajach słowiańskich (i nie tylko)?

W przeszłości miewałem wrażenie, że Polska jest nieco w tyle za innymi krajami europejskimi, jeśli chodzi o „organizowanie się”. Jednak teraz widzę, że przez ostatnie 2-3 lata coś ruszyło się do przodu w tej materii. Jest coraz więcej grup – mam na myśli grupy lokalne, nie związki wyznaniowe. Przez ostatnie dwa lata coś się dzieje też w kwestii papierowych wydawnictw – z biegu mogę wymienić książkę Rafała Merskiego o religii Słowian, pismo „Gniazdo” – ukazujące się regularnie, czy też drugą część wydawnictwa związanego z poezją – „Słońcem pisane”. Jest tego zapewne nieco więcej. Myślę, że to ważne, by nie istnieć tylko w sieci.

Wróćmy do muzyki. Jak klarował się koncept Alne? Czy najpierw powstały szkice utworów, a potem koncepcja, czy odwrotnie – a może wszystko jednocześnie? Osobiście nie wyobrażam sobie tej muzyki z tekstami o innej tematyce, te dwie kwestie zdają się idealnie w niej dopełniać.

Wszystko działo się w naturalny sposób i było rozciągnięte na przestrzeni kilku lat. Większość pomysłów na partie gitary i teksty pochodzi ode mnie. Kasia napisała jeden z tekstów, zaaranżowała wszystkie wokale oraz przygotowała kilka gitarowych motywów. Tak to wyglądało. A po upływie długiego czasu przerobiliśmy nieco te utwory – zaprosiłem do współpracy Gonza (perkusja) i Szymona (bas) – i jakoś bez problemów udało się to odegrać na metalowo – rockową nutę. Kiedyś wpadł mi do głowy pomysł, żeby zaprezentować kilka utworów Alne akustycznie, tak jak wyglądały pierwotnie, i może kiedyś do tego wrócę. Zobaczymy. Czasem mam wrażenie, że gdybym miał zrealizować wszystkie swoje pomysły, to musiałbym żyć co najmniej siedem razy. (śmiech)

Ciekawi mnie to, co mówisz. Ja również widzę mocny związek tych melodii z tymi tekstami. Natomiast znam wielu muzyków, którzy twierdzą, że teksty są dla nich tylko dodatkiem. Ja z kolei zawsze próbuję połączyć jedno z drugim i chcę, by akt tworzenia dźwięku i słowa przebiegał świadomie i równocześnie.

 

No właśnie, czemu akurat stylistyka rockowo-metalowa? Nie myślałeś, żeby jednak pójść w stronę muzyki akustycznej czy neofolku, skoro pierwotne wersje utworów tak wyglądały?

Po pierwsze, mieliśmy za sobą kilka piosenek pod szyldem 13eclipse – to było takie akustyczne, neofolkowe granie. W związku z tym po prostu miałem ochotę na inną stylistykę. I udało się, a z efektu jestem bardzo zadowolony. Natomiast czy można to było podać w nieco inny sposób? Oczywiście. Szczerze mówiąc to sądzę, że nowe piosenki Alne pokażą jakąś nową twarz tego zespołu. Choć nie wykluczam też, iż kiedyś nagramy akustycznie choćby z dwie czy trzy piosenki z naszego debiutu dla samej ciekawości i satysfakcji. Posiadam kilka utworów w próbnej, „domowej”, akustycznej wersji, i muszę powiedzieć, że coś w tym jest.

Nie korciło was, żeby dodać więcej ludowych smaczków? Na debiucie poza gitarą akustyczną, której sposób wykorzystania notabene bardzo mi się podoba, oraz jakąś przeszkadzają pod koniec „Czarciego Wesela” bodajże, mamy do czynienia z dość tradycyjnym metalowo-rockowym instrumentarium.

Tak, przez długi czas nie wykluczaliśmy takiej możliwości, byłem pewny, iż do studia zaprosimy kilka osób zajmujących się bardziej „tradycyjnymi” instrumentami. Jednak w momencie, gdy usłyszałem te piosenki w metalowo-rockowym aranżu, zrozumiałem, iż są one w jakiś sposób kompletne, że stanowią całość. Dodawanie do nich czegokolwiek byłoby zagraniem na siłę. Zresztą, wystarczy posłuchać tych piosenek, żeby sobie samemu odpowiedzieć na to pytanie – czy w ogóle jest w nich jeszcze miejsce na jakiekolwiek dodatki?

Oczywiście, tak jak rozmawialiśmy przed chwilą – można to było opracować, zaaranżować inaczej. Niestety, słabą stroną życia tu i teraz jest fakt, iż często możemy wybrać tylko jedną z dostępnych możliwości, he, he.

Dla mnie te utwory są idealne, chociaż – tak jak pisałem w recenzji – podświadomie miałem nadzieję na jakieś dodatkowe instrumentarium. Ale pewnie masz rację. Pracujecie już na nową płytą? Czego można się po niej spodziewać?

W zasadzie to pomysły na nowe piosenki są już gotowe, czekam tylko, aż znajdziemy czas, żeby zebrać się i je zarejestrować. I tyle mogę ci w zasadzie powiedzieć… Bo znowu tak do końca jeszcze nie wiem, jaka będzie ich forma. Podobnie jak wcześniej, mamy gotowe aranże na gitarę i wokal, reszta jest sprawą otwartą. Może będzie bardziej akustycznie, może będzie więcej tradycyjnych instrumentów, może będzie jak na debiucie, a może jakoś ambientowo. Nie wiem jeszcze. I to w tym wszystkim jest najciekawsze. Ale w końcu nie powinniśmy przywiązywać się za mocno do formy, za to winniśmy skupić się nad treścią. (śmiech)

Co do treści – tym razem użyjemy tekstów współczesnych nam poetów, piszących na tematy związane z dawną wiarą. Mówię Ci, będzie się czym zachwycić. Oprócz tego pojawią się pewnie dwa lub trzy moje teksty.

Pozostaje tylko czekać. Skoro jesteśmy przy poezji – język polski, nierozerwalnie związany z tutejszą kulturą i folklorem, jest idealny dla Alne, chociaż nie ukrywam, że wstawka po prusku też robi wrażenie. Wielu dziennikarzy muzycznych, zwłaszcza z Zachodnich serwisów czy gazet, pyta zespoły z krajów nieanglojęzycznych, czemu nagrywają utwory w swoim rodzimym języku, jeśli to robią. Jak dla mnie pytanie powinno brzmieć – czemu takie zespoły często decydują się na nagrywanie po angielsku, który jest językiem nudnym i brzydkim, zamiast po swojemu? Dziwne jest to zwłaszcza w przypadku kapel odwołujących się do folkloru czy swojej kultury, chęć „wybicia się na Zachód” to dla mnie żadne usprawiedliwienie, zwłaszcza, że wiele zespołów deklaruje, że wcale ich to nie obchodzi. Jakie jest twoje zdanie?

Nie zgodzę się tylko co do tego „nudnego i brzydkiego”, myślę, że nie ma sensu mówić w ten sposób o samym języku. Natomiast mnie również nie podoba się fakt, iż ten język jest w pewien sposób nadużywany. Myślę, że złotym środkiem byłoby używanie przez polskie zespoły zarówno angielskiego, jak polskiego języka. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego przytłaczająca większość zespołów ogranicza się tylko i wyłącznie do tej obcej mowy barbarzyńców z dalekiego kraju.(śmiech) Rozumiem, że to język popkultury, ale czy akurat tym zespołom zależy tak bardzo na dołączeniu do grona wyznawców internacjonalnej popkulturowej papki? Nie sądzę. Każdy język ma swoją specyfikę, swoje brzmienie i to naprawdę zły pomysł rezygnować z takiego mocnego atutu, jakim może być właśnie polski język.

 

W zasadzie się zgadzamy, język angielski potrafi brzmieć ładnie, ale w tej popkulturowej wersji jednak niebardzo. Przechodzimy dalej. Zapewne znasz trochę „scenę”, więc może wpadło ci ostatnio w ucho coś ciekawego z klimatów pagan czy folk metalowych? Czy na Warmii i Mazurach ktoś jeszcze zajmuje się tematyką podobną do Waszej?

Nie trafiłeś tym razem, nie jestem osobą, która śledzi coś takiego jak „scena”. W słuchaniu muzyki jestem strasznie chaotyczny, podobają mi się zazwyczaj pojedyncze utwory danych zespołów, bardzo rzadko całe albumy. Jeśli chodzi o zespoły z mojej okolicy, zajmujące się tą tematyką, to pierwszym, który przychodzi na myśl, jest zespół mojego kumpla Marqsa – Alnestabs. Poza tym słyszałem jeszcze takie zespoły jak Stworz oraz Fall. Czy jest na Warmii i Mazurach coś więcej w temacie? Nie znam, lecz chętnie zapoznam się.

Nieprzypadkowo ująłem słowo „scena” w cudzysłów. 🙂 Będziemy powoli kończyć, ale chciałbym zapytać jeszcze o wytwórnię. Wydaliście płytę na Ukrainie, nie mówię, że to źle, ale czyżby nikt tutaj nie był zainteresowany wydaniem jej, albo nie mógł zaproponować wam godnych warunków?

Szczerze mówiąc, wolałbym wydać płytę w Polsce – choćby ze względu na tematykę i język. Niestety, większość ludzi związanych z muzyką i wydawaniem jej była kompletnie zdziwiona faktem, iż przyszło nam do głowy stworzyć coś takiego jak Alne. Cóż, wytwórnie tez mają swój profil i odbiorców, więc może nie ma co się dziwić. Jednak patrząc na spore zainteresowanie materiałem, myślę, że być może mylili się co do swojego „biznesplanu”. (śmiech) Jedyna wytwórnia, która zainteresowała się współpracą, to Eastside, jednak możliwy był tam tylko dość odległy termin wydania.

No cóż, bywa i tak, ale mam wrażenie, że teraz sytuacja może się zmienić. A czy możemy spodziewać się wydania wykraczającego poza standardy? Ostatni album Non Opus Dei sprzedawany był wraz z suszonym piołunem, coś podobnego tym bardziej pasowałoby do Alne…

Na takie ekscesy potrzebne są niestety nie tylko genialne pomysły, świetny grafik i indywidualne podejście (książeczki do płyty na wspomnianym przez Ciebie wydawnictwie były przygotowywane ręcznie). Potrzebne są też zwykłe pieniądze, a budżet na to nie zawsze pozwala… Witching Hour pozwoliła nam nieco zaszaleć, ale w przypadku Alne nie udało się tego osiągnąć. To znaczy – nie tym razem. Być może na kolejnym wydawnictwie lub na jakiejś reedycji debiutu, kto wie.

Ostatnie pytanie należy do ciebie – możesz kogoś pozdrowić, zbesztać, albo rzucić jakieś promocyjne slogany. Ja dziękuję za wywiad i życzę powodzenia.

No tak, trzynaście pytań zazwyczaj wyczerpuje sprawę. (śmiech) Dzięki za wywiad. Zapraszam w niecodzienną podróż, jaką jest nasz debiut. To naprawdę niesamowite dziedzictwo, o którym warto pamiętać. A za jakiś czas – kolejna część tej podróży… Pozdrawiamy!

  • Fajnie wiedzieć, że planują jakąś następną płytkę.. 😉

  • Fajnie wiedzieć, że planują jakąś następną płytkę.. 😉