Wedle wcześniejszych zapowiedzi, dziś dajemy Wam do poczytania wywiad ze słowackim Achsarem. Kapela to zacna, tak pod względem muzycznym, jak i wizualnym, nie wspominając już o tym imprezowym. O planach na nowy album, nie tak dawnej szalonej wizycie w naszym kraju i o tym, która wódka jest ich największą miłością opowiada Rado, klawiszowiec kapeli.

 

Minęło już kilka miesięcy, odkąd zakończyła się dość szeroko komentowana w tematycznych mediach druga część trasy „Folk Metal Crusade“. Jak z perspektywy czasu oceniacie to wydarzenie? Czy jest coś, co szczególnie zapadło Wam w pamięć?

Rado: Na początek chcielibyśmy podziękować całej załodze Heart of Rock Agency za zaproszenie nas na tą wspaniałą trasę. Spędziliśmy w Polsce świetny czas, z mnóstwem koncertów, fanów, nowych przyjaciół i rzecz jasna dobrej zabawy. Dało nam to dużo nowego doświadczenia. Każdy dzień był dla nas wyjątkowy. Mamy wiele wspanialych wspomnień, jak choćby picie Borovicki (Słowacka wódka – przyp.aut) z chłopakami z Netherfell i Black Velvet Band czy jeden dzień bez koncertów w Krakowie, podczas którego nasi nowi przyjaciele zabrali nas na wycieczkę i zwiedzanie miasta. Odwiedziliśmy także wiele polskich lokali, gdzie próbowaliśmy waszych wódek!

Z tego, co wiem, Achsar został powołany do życia już w roku 2004. Mimo to, na wasz pełnowymiarowy debiut  trzeba było czekać dziesięć lat. Co było przyczyną tak długiego czasu oczekiwania?

R: Zaczynaliśmy jako młodzi metalowcy, którzy nie mieli kasy na nagranie albumu. Zamiast tego udało nam się zarejestrować sześć dem. Niektóre z nich – ze względu na długość – mogą być traktowane jako mini – albumy. Nie chcieliśmy sygnować tych nagrań jako pełnoprawne płyty, ponieważ nie mieliśmy wytwórni, za pomocą której moglibyśmy je wydać. W zeszłym roku udało nam się podpisać umowę z wytwórnią i tak Septentrionalis stał się naszym pierwszym albumem.

Dlaczego zdecydowaliście się postawić akurat na folk/pagan metal? Czy na Słowacji jest dużo zespołów parających się tego rodzaju muzyką?

R: Nie sądzę, by można nas było określić jako grupę trzymającą się stricte folk metalu czy pagan metalu. Zawsze staramy się mieszać różne gatunki i style w jedną dużą masę, która może być chwytliwa dla szerokiej publiczności. Przykładowo: czy kiedykolwiek słyszałeś klawiszowe solo w piosence skomponowanej w folkowym stylu? To jest to, co robimy, respektujemy brak granic między gatunkami i o to w Achsar chodzi.

Wasza muzyka kipi od różnorakich muzycznych wstawek przy których nogi same rwą się do podskakiwania, co z resztą świetnie sprawdza się na koncertach. Patrząc na was na scenie, mam wrażenie, że taka skoczna muzyka świetnie odzwierciedla was samych.

R: To prawda. Koncerty są najlepszą okazją, aby szerzyć naszą muzykę wśród ludzi. Każdy występ  musi być najlepszy, bez względu na to, czy gramy dla jednej osoby, czy dla wielotysięcznych tłumów.  To jeden z wielu elementów, które są częścią naszej muzyki i bez której nasze koncerty będą niekompletne. Chcemy, aby każdy mógł cieszyć się show i bawić równie dobrze jak my!

Z tego, co udało mi się dowiedzieć, historie zawarte w tekstach waszych utworów oscylują głównie wokół słowackich mitów i legend. Skąd zainteresowanie akurat taką tematyką? Czy staracie się przez to wypromować słowacką kulturę i tradycje?

R:Nie. Septentrionalis jest albumem koncepcyjnym który opisuje historię z fikcyjnego świata fantasy, gdzie ludzie walczą z niezidentyfikowanym złem, a tylko jedna osoba – Shadowless – może ich przed tym uchronić za pomocą miecza mającego moc pokonania owego zła. Opisuje również historię Shadowless, który  – stojąc na czele kompanii – zostaje wysłany przez króla do odnalezienia miecza. Tekst ten został napisany głównie przez naszego wokalistę, Milana, więc jest to tylko nasza historia zrobiona na potrzeby tej płyty. Nie mamy na Słowacji żadnego albumu, który powstałby w ten sposób i to jest jeden z powodów, dla których zdecydowaliśmy się pójść tą drogą. Dla nas było to nowe doświadczenie; Najpierw mieliśmy historię, a dopiero potem na jej podstawie skomponowaliśmy muzykę, która idealnie do pasuje do jej fabuły zarówno pod względem dynamiki jak i nastroju.

sos

Wróble ćwierkają, że w najbliższym czasie możemy się spodziewać waszych premierowych utworów, być może nawet drugiego pełnowymiarowego albumu. Prawda to?

R: Tak, pracujemy nad naszym nowym albumem i mogę powiedzieć, że nie będzie koncepcyjny jak to było z Septentrionalis. Miast tego – o czym wspominałeś poprzednio – planujemy w tekstach opisać słowackie legendy i mity. Mają one w sobie mroczną, tajemniczą naturę. Poza tym chcemy się nimi posłużyć, ponieważ niewiele osób wie o naszych tradycjach.

Debiutancki „Septentrionalis“ był raczej albumem prostym i szybkim, ujawniającym wasz biesiadno – imprezowy potencjał. Czy przy kolejnych utworach zamierzacie poszerzyć zakres muzycznych struktur, tworząc bardziej rozbudowane kompozycje?

R: Utwory zawarte na Septentrionalis powstały na ponad rok przed jego wydaniem. Od tego czasu każdy z nas zrobił duży postęp w wielu muzycznych aspektach. Nowy album będzie inny od poprzedniego i mamy dla niego tylko jeden cel – musi być lepszy! Może być prosty lub skomplikowany, epicki lub atmosferyczny, wolny albo mega szybki. To tylko kwestia opinii każdego, jak dobry będzie.

Obiecałem czytelnikom naszej strony, że uchylę rąbka tajemnicy odnośnie polskich dziewcząt, które spotykaliście podczas trasy „Folk Metal Crusade“. Przy naszej ostatniej rozmowie chwaliliście głównie panny o blond włosach. Jak to było naprawdę? Albo lepiej:
Ile tego było?

R: Nie możesz sobie wyobrazić, jak wiele kobiet pochwaliliśmy podczas tej trasy. Polska to bardzo miły kraj z wieloma miłymi ludźmi, więc to jeszcze jeden powód, dla którego jesteśmy z waszego kraju zadowoleni.

Przyznać się jeszcze: Który miał największe wzięcie?

R: Nie ma zwycięzców ani przegranych, wszyscy wiedzą, że naszą największą miłością jest Borovicka!

Na koniec powiedz jeszcze, proszę, gdzie w najbliższym czasie będzie można was usłyszeć i – przede wszystkim – kiedy znów pojawicie się w Polsce.

R: W 2016 roku mamy już zarezerwowanych 8 koncertów, głównie na Słowacji i w Czechach, wciąż jednak nie mamy jeszcze koncertu w Polsce. Mogę jednak obiecać, że zrobimy co w naszej mocy, aby nasze tyłki z powrotem zawitały do Polski! Zawarliśmy wiele dobrych znajomości, więc jeśli nie na scenie, z pewnością będzie nas mogli spotkać w jakimś pubie z w jednym z waszych miast, degustujących polskie wódki!