Skąd taka nazwa zespołu ? Domyślam się, że chodzi o słynny tradycyjny, irlandzki utwór „The Black Velvet Band”. Stoi za tym jakaś historia? Wasza biorgrafia mówi, że wszystko stało się przy dużej ilości piwa..

Marcin:
(śmiech) Tak, faktycznie, zdaje się że nie było to spotkanie przy herbatce… Historia była taka, że pewnego dnia zobaczyłem na dziedzińcu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego gościa, który gra na dudach. Myślałem że to jakiś obcokrajowiec sobie pogrywa, ale potem zauważyłem że bez problemu porozumiewa się w naszym języku. Od słowa do słowa, jako że okazało się że Piotrek był maniakiem celtyckiego folku, zgadaliśmy się po kilku kuflach piwa, żeby coś razem stworzyć. Początkowo było tak że spotykaliśmy się regularnie w barze żeby trochę pomuzykować przy piwie, ale potem zaczęło nabierać to rozpędu – pojawił się bębniarz Kuba, potem Jarek…
Jeśli chodzi o nazwę, to cóż… W początkowym okresie, kiedy graliśmy głównie Irlandzkie standardy, powiedziałem że zespół mógłby się nazywać Black Velvet Band – i masz rację, że chodziło o irlandzką przyśpiewkę. Jednak z biegiem czasu i wraz z ewolucją naszej muzyki, nazwa Black Velvet Band odchodziła raczej od kojarzenia z piosenką o tym samym tytule, a szło w bardziej poetycką interpretację – czarna aksamitna przepaska może oznaczać różne „ciemne” rzeczy, a jak zapewne zauważyłeś nasze teksty są dość mroczne i ponure, co też dodatkowo wpływa na odmienne rozumienie nazwy naszej kapeli.

Foto – Robert Grablewski

Jakie są wasze inspiracje? Jest coś innego poza tradycyjnymi irlandzkimi melodiami?

Marcin:
Ja bym powiedział że akurat irlandzkie melodie są bardzo daleko. Kiedyś faktycznie czerpaliśmy z tego inspiracje, ale wraz z ewolucją kapeli i zmianami w składzie, odeszliśmy od irlandzkich klimatów na tyle, że nie są one już naszą bezpośrednią inspiracją. W tej chwili staramy się trzymać stylu który wypracowaliśmy sobie przez te kilka lat – nieco mrocznego, tajemniczego, niekiedy może nawet romantyczno-poetyckiego. To wszystko wyszło dość naturalnie, wraz z kolejnymi próbami i komponowaniem nowych kawałków wyklarował się pewien styl, który wszystkim nam podpasował na tyle, że postanowiliśmy iść właśnie tym torem.
Mnie prywatnie inspiruje wiele różnych rzeczy: od Iron Maiden, poprzez ballady Kaczmarskiego aż po black metal.

Flavio:
Moją inspiracją do rozpoczęcia przygody z muzyką był Adrian Smith, pod którego wpływem sięgnąłem po swoją pierwszą gitarę. Przygoda z elektrykiem nie trwała jednak zbyt długo i nie przyniosła wielkich efektów. Prawdziwy początek to rok 2008 i sięgnięcie po instrument, o ktorym do tej pory nie miałem pojęcia – bas. Pierwsze inspiracje, które w zasadzie skłoniły mnie do tego kroku to nieśmiertelny Lemmy, niedoceniony Jason Newsted i oczywiście Steve Harris. Później pojawiły się także inne postacie, w tym doskonały technicznie David Ellefson oraz nieco mniej znany (niesłusznie!) Eddie Casillas. Jednakże moją główną inspiracją są dwie postacie pochodzące z, pozornie całkowicie odmiennych, biegunów basowego grania – chodzi tutaj mianowicie o DD Verni’ego z Overkill, oraz Marcusa Millera. Pierwszy to czysta moc czterostrunowego szaleństwa i nowatorskie podejście do tematu basu w ciężkim graniu, drugi z kolei to niesamowite wyczucie i groove w czystej, niczym nie zmąconej postacie.

Jarek:
Dla mnie bezpośrednimi inspiracjami, które mogą się odzwierciedlić w naszej twórczości, to przede wszystkim brzmienia pionierów muzyki inspirowanej folkiem ogólnie. Czyli przede wszystkim brytyjski zespół The Ukrainians, który dokonał mistrzowskiej syntezy brytyjskiego punku z ukraińską muzyką ludową oraz trochę dzisiaj zapomniany tytan ukraińskiej sceny – Viy – zespół, który na nowo zdefiniował muzykę około-folkową i stał się inspiracją dla wielu, a przede wszystkim ukuł u wielu wcześniej nieobecną wrażliwość na muzykę tego typu.
Oczywiście skłamałbym gdybym nie powiedział o bardziej współczesnych inspiracjach, takich jak Nokturnal Mortum, który na ostatnich dwóch albumach dobitnie pokazał, że w jego przypadku inspiracja folkiem nie jest tylko jakimś dodatkiem do muzyki metalowej i moim „skromnym” zdaniem wiele zdecydowanie bardziej znanych, światowych „folk-black-metalowych” kapel, tak naprawdę nie dorasta tej kapeli do pięt, z tego prostego względu, iż traktują folk jedynie formalnie, jako sposób na „fajne riffy”, bez esencji, treści, która o nim stanowi: tradycji, surowości oraz estetycznej, materialnej autentyczności. Folk jest bogatą studnią inspiracji, ale ze względu na swój autorytatywny charakter, również wiele wymaga…
Zapewne dla wielu jest to bardzo niezrozumiałe, ale to co powiem, zapewne zdziwi jeszcze wielu, bowiem moją około-folkową inspiracją jest również …Therion. Myślę, że to co powiedziałem teraz oraz to co myślę o inspiracji folkiem przez inne zespoły, stanie się jasne, kiedy przesłucha się Gotycką Kabałę czy Tajemnicę Runów, odsuwając wcześniejsze założenie o „symfonicznym metalu”, a stanowczo odrzucając te o „gotyku” – jakże krzywdzące dla tego zespołu, jak i dla tego nurtu. Myślę, że „materia” (nie-forma) folku jest godna i nie boi się takiej hermeneutyki. Więcej – ona zasługuje na odkrycie jej głębi, rozległości i przenikliwości, a przede wszystkimi pomoże zrozumieć na czym polega krzywda w traktowaniu folku jako jedynie formalnej inspiracji.
Oczywiście „ja tu tylko śpiewam” i są to jedyne inspiracje jakie mogę podsunąć reszcie zespołu, nijako dopasowując je do sytuacji mojego „tylko-śpiewania” i realizując je przez podpowiadanie i sugerowanie w procesie kreacji naszej muzyki.
Natomiast to co mnie inspiruje, choć nie wiem czy da się to usłyszeć, ma na mnie ogromny wpływ i jest zarazem odpowiedzią na pytanie, które ktoś już mógł sobie zadać – dlaczego nie mówię o folku, a „około-folku”, „folkowych inspiracjach” – to dlatego, że to inspiracja właśnie autentyczną muzyka ludową, etniczną. Folklorem, nie folkizmem. Zarówno żywym jak i umiejętnie odtworzonym.

Foto – Robert Grablewski

Na pewno są jakieś zespoły, na których twórczości się wzorujecie…

Flavio:
Jeśli chodzi o zespoły, to są to oczywiście te, w których udzielają, bądź udzielały się postacie wymienione przeze mnie wcześniej. Oprócz tego jest jeszcze cała masa innych, ale na wyróżnienie zasługują niewątpliwie Exodus, In Flames, Pink Floyd i niesamowicie pokręcony, a zarazem melodyjny Mastodon. Z bardziej folkowych źrodeł natomiast jest to niezrównany Bathory (Hammerheart !) oraz Primordial i Eluveitie, a także dziś już chyba nieco zapomniany Skyclad.

Marcin:
Uważam że istnieją pewne styczne, które w jakiś sposób kształtują to co tworzymy. Od kilku osób słyszałem że w naszych kawałkach czuć wymieniony juz przez Flavia Eluveitie – i w zasadzie jakby się nad tym zastanowić, coś w tym jest, bo nie tylko ja i Flavio lubimy ten zespół. Inni z kolei mówią, że w niektórych momentach brzmimy jak Żywiołak – i też mają rację, bo każdy z nas zna i w jakiś sposób ceni twórczość tej formacji. Myślę że jest mnóstwo naleciałości w naszej muzyce na temat których nawet nie zdajemy sobie sprawy.

Niedawno nagraliście swoje pierwsze EP. Gdzie wszystko się odbyło i jak przebiegały prace? Są to nowe utwory czy były już od dawna przygotowane?

Flavio:
Nagrywanie naszej EP to trzy dni intensywnej, ale bardzo przyjemnej pracy w Warthog Studio. W kryzysowych chwilach sił dodawały nam produkty z pobliskiej Biedronki 🙂 Prace przebiegły dość szybko i w bardzo pozytywnej atmosferze, której dodatkowo towarzyszyła nutka niepewności co do końcowego efektu, za sprawą świeżego, jeszcze nie okrzepniętego składu, a zarazem ciekawości co do umiejętności nowego gitarzysty, Darka, który był z nami dopiero miesiąc. Sam materiał natomiast to w zasadzie mieszanka 50/50 – prócz zupełnie nowego utworu pojawiło się także sporo nowych aranżacji i zmian często dokonywanych bezpośrednio w czasie nagrywania. Można powiedziec, że zarówno sam proces jak i jego efekty są dla nas bardzo satysfakcjonujące : )

Marcin:
Te 3 numery zawarte na płycie są ogólnie rzecz biorąc dość świeże w stosunku do reszty naszego repertuaru koncertowego. Wybór padł niejako jednogłośnie, bez większych kłótni – po prostu cała nasza szóstka czuła że to właśnie te 3 kawałki powinniśmy nagrać na początek. Tak jak powiedział Flavio, w studiu nieco je przearanżowaliśmy – dużo podpowiedział nam nasz realizator i producent, Hoodee, który wykazał się sporym wyczuciem i twórczym, przestrzennym myśleniem. Bardzo podobało nam się jego zaangażowanie w tworzony repertuar, przez te 3 dni był niemalże jak 7 członek zespołu. Wycisnął z nas 200 a może i więcej % możliwości i naprawdę byliśmy cholernie zadowoleni z wykonanej pracy w Warthog Studio.

Foto – Robert Grablewski

Widziałem spore zawirowania w składzie, szczególnie trudno wam znaleźć stałego bębniarza..

Marcin:
Z bębniarzami w Polsce jest ogólnie dość trudno, a sam dobrze wiesz, że nie gramy muzyki która jest zbyt popularna. Wielu dobrych bębniarzy chce grać rock, metal, punk czy death, ale folk to już mniej popularna rzecz. Dodatkowo dochodzi problem taki, że w swoim instrumentarium nie używamy standardowego zestawu perkusyjnego co również jakoś wpłynęło na sytuację z bębniarzami. Pierwszy bębniarz Kuba używał djembe, ale nie potrafiliśmy się ani trochę dogadać w kwestiach muzycznych. Alena, bębniarka która była z nami przez 4 miesiące była bardzo dobrym muzykiem, ale niestety musiała w pewnym momencie wybrać – wyjazd za chlebem albo gra w zespole. Sasza natomiast zagrał z nami kilka świetnych koncertów, ale w pewnym momencie stwierdził, że nie do końća odpowiada mu taki folk, jaki my tworzymy. Koniec końców zamieniliśmy nie bębniarza a gitarzystę – nasz dotychczasowy wioślarz, Rafał zasiadł za bębnem i okazało się to dobrym posunięciem. Rafał zna bardzo dobrze zespół, klimat i kompozycje – jest w końcu z nami już 3 lata.

Rafał:
Z bębniarzami jak z kobietami. Jedyna różnica jest taka, że kobiety są bardziej zdecydowane. Dlatego zamieniłem gitarę na bęben 🙂

Flavio:
Tutaj sprawa nie jest tak prosta, gdyż zmiany dotyczyły nie tylko bębniarza, ale samego instrumentu i co ważniejsze, jego roli. Dołączyłem do zespołu niemalże w tym samym momencie w którym odeszła z niego Alena, tak więc już po kilku pierwszych próbach musiałem zmienić styl gry, gdy pojawił się Sasza obsługujący darbukę. Później, po długich konsultacjach zdecydowaliśmy o konieczności posiadania mocniejszej sekcji rytmicznej w postaci bębna marszowego, co w dalszym stopniu wpłynęło na zmiany brzmieniowe. I tak, po pewnych przetasowaniach składu znaleźliśmy się w obecnej sytuacji, która stanowi dla nas długo oczekiwaną solidną i pewną podstawę do dalszej działalności.

Foto – Robert Grablewski

Koncertujecie głównie w Lublinie, planujecie może jakieś wypady do innych miast?

Flavio:
Odpowiedź na to pytanie niejako wiąże się z poprzednim… Ale ze stabilnym składem i pierwszym wydawnictwem za pasem, myślę że jesteśmy gotowi zaprezentować się o wiele dalej niż w rodzinnym mieście.

Marcin:
Sprawa jest prosta – póki co koncertowaliśmy tylko w Lublinie i okolicach, albowiem nie mieliśmy karty przetargowej w postaci płyty. Wiesz, dobre nagrania to niejako kluczyk do dalszego rozwoju. Nikt w tej chwili nie bierze kapeli w ciemno – musi być jakaś prezentacja muzyczna. Póki załatwialiśmy koncerty przez znajomych lub znajomych znajomych – dawało radę. Ale nie można tak grać cały czas, a powiedzmy sobie szczerze, że kilka filmików na youtube to nie jest zbyt przekonująca prezentacja. Więc tutaj apel do wszystkich organizatorów: jeśli po odsłuchaniu naszej płytki stwierdzicie, że byśmy się u Was przydali, piszcie do nas śmiało, a chętnie przyjedziemy skopać kilka dup w Waszym mieście ! 🙂

Foto – Robert Grablewski

Na koniec.. Polska scena folk metalowo/rockowa wygląda dość biednie w porównaniu z rosyjską czy niemiecką. Myślicie, że popularność tej muzyki jest w stanie rozwinąć się w najbliższym czasie? A może już można zaobserwować jakieś tendencje?

Flavio:
Myślę, że taka sytuacja ma miejsce, gdyż folk metal często uważa się za dziwaczną, raczej niszową hybrydę (czasem kojarzoną z piosenkami biesiadnymi) i przez to traktuje raczej z przymrużeniem oka. Oprócz tego odnoszę wrażenie, że gatunek ten jest tak szeroki, iż osobom lubiącym kategoryzować muzyczne style niezwykle ciężko jest określić konkretny zespół jako folkowy i przez to słowo „folk” często figuruje raczej jedynie w postaci dodatku, subtelnego podkreślenia inspiracji zespołu. I w zasadzie trudno się temu dziwić, skoro za jego przedstawicieli można uznać zarówno Bathory jak i Finntroll. Mam jednak nadzieję, że wraz z rozwijającą się sceną w Polsce gatunek ten zyska powoli nowych zwolenników i jednocześnie zostanie uznany za coś więcej niż tylko oryginalny muzyczny eksperyment.

Rafał:
Folkmetal jest muzyką mało komercyjną. Dużo łatwiej sprzedać kolejny zespół dla nastolatków grający ze średnim tempem 240 i ciągłym tłuczeniem w podwójną stopę, niż przesterowane wersje średniowiecznych ballad. Myślę, że w ciągu najbliższych paru lat muzyka folkowa znajdzie swoje grono odbiorców, jeśli zostanie podana w kolorowej, popowej wersji. Folkmetal będzie się rozwijał bardzo powoli.

Jarek:
Wydaje mi się, że folk-metal jest w Polsce tak samo popularny jak muzyka metalowa w ogóle – czyli średnio. To raczej tutaj trzeba doszukiwać się takiego stanu rzeczy.
Natomiast co do udziału folk-metalu w metalowej scenie, w porównaniu do innych krajów, to wydaje mi się, że powodem takiej, a nie innej sytuacji jest to, że w Polsce ogólnie muzyka ludowa była postrzegana (zwłaszcza przez moje pokolenie) jako coś mało wartościowego, niskich lotów, obciach – najczęściej kojarzącego się z ledwo śpiewającymi babciami na lokalnych dożynkach, albo jej recepcją przez tzw. „estradę” czy muzykę disco-polo.
Mimo wszystko wydaje mi się, że sytuacja się poprawia – w Polsce szlaki przecierał Bregovic i Brathanki, potem pojawili się bracia Golec, Zakopower, teraz mamy szał na Eneja – no nie oszukujmy się – jeśli mamy liczyć na rozwój sceny folk-metalowej, to nie da się tego zrobić bez sukcesu muzyki około-folkowej i zmiany stosunku do samego folkloru. Myślę, że kiedy więcej ludzi będzie pod nosem nucić „koko-spoko”, niż to przeklinać, to znaczy, że będziemy mieli większe prawdopodobieństwo, że stanie się to dla kogoś inspiracją i zachęci do poszukiwań.

Marcin:
Ja z kolei nie do końca zgodzę się z Jarkiem – wg. mnie kiepska kondycja muzyki ludowej i nowo-ludowej w Polsce jest związana właśnie z tym, że swego czasu Brathanki i Golec uOrkiestra byli wszędzie: w tv, w gazetach, w radiu, w lodówce. Było to lansowane aż do porzygu, więc nie dziwię się że z wielkiego boomu zrobiło się to w końcu nie do zniesienia. W tej chwili pokutujemy, bo mimo że jest wiele fajnych, ciekawych propozycji folkowych, ludzie i tak kojarzyć będą folk z Brathankami i Golcami, których mają już serdecznie dosyć. Enej faktycznie, odniósł sukces, ale na naszych oczach i uszach możemy zaobserwować jak media psują całkiem fajną kapelę. Znam ludzi którzy jakiś czas temu mówili: Enej, zajebisty zespół. A teraz mówią: cholera, to znowu ten żenujący zespolik od radia heloł… I to nie jest wina kapeli, tylko właśnie mediów, które mielą i katują wszystko aż do obrzydzenia.

Dziękuję za wywiad, życzę powodzenia na polskiej folkowej scenie!

Dziękujemy również !! Do zobaczenia na koncertach 🙂