Jan Vrobel, wokalista czeskiej grupy Cruadalach, w związku z nadciągającą premierą nowej płyty zespołu zgodził się udzielić nam wywiadu. Oto odpowiedzi na kilka pytań, związanych z twórczością grupy.

H – Heidrunn

J – Jan


H: Na początek, dla czytelników, którzy jeszcze was nie znają – powiedzcie coś o sobie. Jak opisalibyście swój zespół?

J: Cruadalach jest klanem ośmiorga. Od początku nazywa się nas folkmetalowym zespołem, ale ja uważam, że nigdy nie przejmowaliśmy się żadnymi granicami ani gatunkami i po prostu podążaliśmy ścieżką dobrej, prawdziwej muzyki. To, co można usłyszeć na Rebel Against Me, pochodzi prosto z nas. Zawiera bezpośredni przekaz i elementy z gatunków, których moglibyście się po nas nie spodziewać. Dajcie nam szansę – tworzymy własną drogę, jesteśmy autentyczni i zupełnie szczerzy w tym co robimy. Jeśli chodzi o kwestie techniczne, używamyzarówno typowo „metalowych“ instrumentów, jak i skrzypiec, dud i masy innych rzeczy. Nagraliśmy już demo, EPkę i debiutancki album Lead – Not Follow, po których następnym jest Rebel Against Me ze stycznia tego roku. Zagraliśmy już 120 razy w 11 krajach, od Rotterdamu po Bukareszt i występowaliśmy obok takich sław jak Primordial, Eluveitie, Ensiferum… i z dziesiątkami innych. Dla mnie Cruadalach to druga rodzina i jestem bardzo wdzięczny tym ludziom za szansę na tworzenie czegoś. To jedna z rzeczy, której według mnie wszyscy ludzie potrzebują w swoim życiu.

H: Wasz nowy album nosi tytuł Rebel Against Me. Dlaczego? Czy jest to tytuł utworu, a może kryje się za tym jakaś historia?

J: Rebel Against Me (Bunt przeciwko mnie) ma wiele znaczeń i nie określamy, kim jest ten „ja”. Dla mnie powinno to być raczej Rebel Against Myself (bunt przeciwko sobie). To ja jestem buntownikiem i buntuję się przeciwko samemu sobie, by przejąć kontrolę nad swoim życiem i wyciągnąć z niego, co tylko się da. Koncept albumu ma dwie warstwy – zewnętrzną i wewnętrzną. Od wewnętrznej strony wszystkie zawarte na nim utwory są bardzo osobiste. Opisują momenty, w których zrozumiałem coś szczególnego o życiu, albo przynajmniej wydawało mi się, że coś zrozumiałem. Czasem podążamy swoimi codziennymi, wytartymi ścieżkami i dochodzimy do wniosku, że coś jest nie tak i musimy coś zmienić – zbuntować się przeciwko panującemu porządkowi. Tak więc wszystkie piosenki dotyczą frustracji i gniewu wobec świata, polityki, stanu natury, relacji… Ale koniec końców wszystko podsumowuje nadzieja, kiedy już weźmiesz się za siebie i będziesz podążał za tym, w co wierzysz. Cały album jest pozytywny – może nie w klasycznie folkmetalowy radosny sposób, ale na pewno pozytywny. Powiedziałbym nawet – maniakalnie pozytywny. Kiedy tworzymy, docieramy do takiego punktu, że czujemy się niesamowicie szczęśliwi. „Od zewnątrz“ album dedykowany jest wszystkim znanym i nieznanym buntownikom, którzy walczyli o to, w co wierzyli, nawet gdy ryzykowali wiele – kariery, rodziny, a nawet życie. Książeczka dołączona do albumu pokazuje prawie sto twarzy niektórych z nich. Może was zainteresować to, że jedną z tych osób jest Ryszard Siwiec, Polak, który dokonał aktu samospalenia w ramach protestu przeciw sowieckiej okupacji Czechosłowacji w 1968.Crojdlach2013_IMG_0070_web

H: Czy mógłbyś opowiedzieć nam coś o utworach zawartych na płycie? Skąd braliście inspiracje do nich?

J: Mógłbym mówić o tym godzinami, naprawdę, ale nie chcę zanudzić waszych czytelników na śmierć. Z drugiej strony jest to nieco płytkie, kiedy chce się to streścić, wybiorę więc jeden konkretny utwór: Revolt without Name. Pierwszy kawałek na płycie podejmuje temat tego, że być może Stary Testament nie powinien być ważny ze względu na swoje religijne znaczenie, ale na coś innego. Co jeśli w historii Żydów uciekających z Egiptu nie chodzi o podążanie ścieżkami wyznaczonymi przez Boga, a po prostu o pragnienie wolności tak mocne, że woleliby umrzeć na pustyni niż żyć w niewoli? Jeśli pomyśli się o starożytnych ludziach, mieli takie same problemy jak my. W utworze cytujemy też film Dyktator Charliego Chaplina. Według mnie to jeden z najlepszych filmów w historii – pochwala wolność i humanizm antywojenny. Właśnie to pokrywa się z naszymi poglądami.

H: Utwór Shiva World Dance Party został opublikowany wcześniej, by fani mogli odsłuchać go przed wydaniem płyty. Dlaczego „Shiva” i dlaczego „World Dance Party“?

J: Od dzieciństwa trochę interesowałem się filozofią, a konkretniej buddyzmem zen i hinduizmem. Shiva jest tańczącym bogiem, który zmienia porządek w chaos i odwrotnie – gdy zaczyna tańczyć, kosmos się rozpada. Dla mnie jest to symbol nietrwałości. Wow, brzmi to nieco pretensjonalnie, ale przesłanie jest proste: coś się kończy, więc wyciągnij z tego co najlepsze. Baw się na grobie przeszłości. Nie, nie chcę nauczyć nikogo lekcji, to trochę bardziej wiadomość do mnie samego. Piszę teksty dla siebie. Piszę je po to, by pamiętać o tym, co ważne, za każdym pieprzonym razem, kiedy to krzyczę. Sam tytuł piosenki jest jednak trochę żartem, bo sądzę, że nie powinniśmy brać życia ani muzyki zbyt serio. Shiva World Dance Party po prostu brzmi nieźle i nietypowo jak na metalowy kawałek.

H: Minął dość długi czas od wydania Lead – Not Follow. Czy sądzicie, że podnieśliście swój poziom? Czy uważacie, że Rebel Against Me jest lepsze od poprzedniego albumu?

J: Czy podnieśliśmy swój poziom? Na pewno! Rozmawialiśmy o tym tydzień przed tym wywiadem, to dość interesujące. Nie pod kątem idei muzycznych – być może, bo mieliśmy ich dużo i w 2012, ale zdobyliśmy więcej doświadczenia podczas spędzania czasu razem i osobno, podczas tras i tak dalej. Nie powiedziałbym, że Rebel Against Me jest lepsze, ale z pewnością dojrzalsze. Cieszę się, że spędziliśmy tyle czasu nad nowymi rzeczami i wierzę, że słuchacze usłyszą różnicę. Staramy się mieć oczy otwarte jak najszerzej.

H: Czy sądzisz, że nagrywanie tego albumu było trudne, czy mieliście raczej dobrą zabawę?

J: To zawsze działa w dwie strony. Kiedy nagrywamy, czuję się najlepiej. Każdy nowy album jest dla mnie jak pamiętnik: co parę lat podsumowuję ostatnie osobiste przeżycia w kilku utworach. Tworzymy i to wprawia nas w euforię. To zmienianie naszych muzycznych idei w rzeczywistość – ktoś może siedzieć na drugim końcu świata i tego słuchać. Robienie muzyki zamuje jednak potwornie dużo czasu i wymaga bardzo ciężkiej pracy jak na pieprzoną malutką płytę CD. Wytwórnie produkują tysiące metalowych nagrań co roku, nasz Rebel jest jednym z wielu i zajął tysiące godzin ponad piętnastu osobom. W dzisiejszych czasach w Internecie album może zostać szybko zapomniany, gdy przesłoni go coś świeższego. Trochę mnie to bawi, ale tworzenie muzyki to to, co kocham, więc jest warte każdej sekundy.

H: Tworzenie muzyki to dla ciebie bardziej hobby czy dodatkowa praca?

J: Absolutnie hobby, musiałbym być szalony, aby nazywać to pracą.

H: Czy planujecie jakąś trasę związaną z nowym albumem? Jeśli tak, czy odwiedzicie Polskę?

J: Tak, planujemy trasę i dostaliśmy już parę ofert na 2015 z waszego kraju. Na razie jednak nic nie zdecydowaliśmy, z wielu różnych powodów: głównie przez prawdziwą, codzienną pracę członków zespołu. Czechy, Niemcy, Austria i Szwajcaria są już w naszych planach i mam nadzieję że zatrzymamy się też pod koniec i w Polsce. Polscy fani metalu są niesamowici, mamy też wielu znajomych w waszym kraju (pozdrawiam zespoły Helroth, Percival Schuttenbach, Radogost i wiele innych!). To zawsze wielka przyjemność grać w waszym kraju i mam nadzieję, że to się nam uda. Kochamy Polskę! 🙂

1555299_10152198081983688_334780165_n