Dla bardzo wielu osób jest ikoną skandynawskiego folku. Założyciel legendarnej już Wardruny, która jeszcze w tym miesiącu zagra ponownie w Polsce dwa koncerty. Jedyny i niepowtarzalny: Einar Selvik. 

Wywiad z muzykiem przeprowadził Kacper.

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką ?

Dorastałem wśród ludzi, którzy interesowali się muzyką; swoją pierwszą perkusję dostałem jako mały chłopiec.

Co się zmieniło?

Jedyna rzecz, która się zmieniła, to słuchanie głosu swojego serca; Gorgoroth to profesjonalizm, ale nie tym chciałem się zajmować. Miałem wielka potrzebę zacząć robić coś, co było bliższe mojemu sercu. Mojemu sercu oraz pasji.

Grasz na wielu instrumentach, śpiewasz, tworzysz. Jak to się stało, że z dobrego perkusisty stałeś się multinstrumentalistą oraz kompozytorem?

Dla mnie samego jest to skomplikowana sprawa; jako dziecko grałem muzykę uważaną za inną, potem nauczyłem się grać na gitarze, jednak nadal wykonywałem cudzą muzykę; nie chciałem odtwarzać obrazu innych, pragnąłem  tworzyć własny. To było moim marzeniem – nie tylko dodawać kolory, ale również malować w swój własny sposób.

Jak dobrałeś muzyków, kiedy zakładałeś Wardrunę?

To było trudne, oczywiście na początku Gaahl był konsultantem, ale także robił wokale, Lindy wybrałem ze względu na jej głos, który słyszałem wiele lat wcześniej, a co do reszty muzyków – mieliśmy wiele szczęścia.

Czy zamierzasz przeprowadzić większą trasę koncertową z zespołem Skuggsjá oraz nagrać z nim drugi album?

Ja i Ivar założyiśmy nowy projekt Hugsjá. Nasza muzyka poszła dalej. Zamierzamy nagrać album. Planujemy koncerty z nim związane, gdzie będzie można usłyszeć również szczyptę muzyki Skuggsjá.

Czy robienie samemu instrumentów muzycznych to ciężka praca? Masz również inne pasje?

Tak, lubię właśnie tworzyć rzeczy niekoniecznie związane z muzyką, czyli na przykład naszyjniki. Ależ oczywiście. Kiedy zacząłem przygodę z Wardruną, musiałem tworzyć te instrumenty, bo nikt tego by za mnie nie zrobił.

Dlaczego Gaahl nie jest już członkiem Wardruny?

To była jego decyzja.

Jakie były Twoje pierwsze odczucia po pierwszym koncercie Wardruny w naszym kraju? 

Naprawdę byłem zadowolony. Pojawiło się tam wiele ludzi, którzy czekali na Wardrunę od lat. Polscy fani są bardzo oddani i darzą nas wielkim szacunkiem. Byłem bardzo szczęśliwy, widząc ich radość z naszego koncertu.

Jak nazywałby się ten zespół, jeśli nie Wardruna?

Nijak. Nie było zastępczej nazwy.

Planujesz wydać własny koncepcyjny album?

Może nie koncepcyjny, ale solowy na pewno. Co do najbliższych planów… Pragnę wydać w listopadzie singiel zatytułowany Snake pit Poetry.

Czy podczas wykonywania instrumentów miałeś jakieś przygody, którymi mógłbyś się z nami podzielić?

Myślę, że robienie instrumentów to dodawanie wartości muzyki; nie zabiłem zwierzęcia, jednak oskórowałem je, wiedząc przy tym, że daję mu nowe życie.

Dziękuję zatem za wywiad. Do zobaczenia w Zabrzu i udanego dnia!

Mam taką nadzieję. Tobie również!