Elforg, debiutujący na polskiej scenie folkmetalowej zespół z Warszawy, wydał 29 sierpnia swój pierwszy (i  miejmy nadzieję, że nie ostatni) album pod szyldem Art of the Night Productions. Oto kilka słów od wszystkich członków owej grupy

1. Skąd pomysł założenia zespołu? Kto jest założycielem?

Tomek: Założycielem jest Mateusz, nasz wokalista. Zapytał mnie któregoś dnia, czy nie chcę grać z nim w zespole folkmetalowym i się zgodziłem. Tak po prawdzie, w tamtym czasie jedynym zespołem folkmetalowym, jaki znałem, było Eluveitie, ale udało mi się szybko nadrobić zaległości.

Wiktor: Założycielem jest Mateusz, to jego pomysł. Od kiedy pamiętam, chciał mieć kapelę. Znamy się ze szkoły, kiedyś do mnie zagadał, czy chcę pograć u niego, no i się zgodziłem.

Franek: Na pomysł wpadł nasz wokalista. Ja w sumie dostałem się tutaj po znajomości. Kumpel zadzwonił do mnie z pytaniem: „Słuchaj, formuję zespół folkmetalowy, a słyszałem, że lubisz takie klimaty, więc może byłbyś zainteresowany, bo brakuje im pałkera?” – i tak oto się znalazłem w Elforgu.

Wiktoria: W zespole znalazłam się, odpowiadając na ogłoszenie Mateusza na Facebooku. Na skrzypcach gram od dawna, ale przeprowadzka do Warszawy sprawiła, że możliwości grania miałam mniej niż w mojej rodzinnej okolicy. Swego czasu słuchałam folk metalu, doszłam więc do wniosku, dlaczego by się nie sprawdzić w zespole. Na pierwszą próbę przyszłam w lutym 2014. I już zostałam.

Mateusz: Może to głupie, ale pomysł na założenie zespołu, właśnie folkmetalowego, wpadł  mi do głowy podczas powrotu do domu na piechotę z koncertu Eluveitie 02.03.2013. Koncert na warszawskiej Woli, więc do siebie na bagna miałem co najmniej jakieś 2 godziny szybkim tempem na piechotę przez całe miasto. Ha, nawet śnieg padał,  także lepszej scenerii do rozmyśleń nie mogłem mieć. Elu grało wtedy tylko jako support Sabatonu, więc koncert krótki, ale zapadł mi w pamięć jak mało który. Także mimo że nic nie umiałem – ani śpiewać, ani grać – postanowiłem założyć zespół inspirowany właśnie Elu, co, jak widać, nam nie wyszło (śmiech). Zaczęło się ćwiczenie darcia, bo to przecież łatwiejsze niż śpiew, z tego błędu potem mnie ktoś wyprowadził, ale dalej nie uważam, że potrafię śpiewać. Zespół zacząłem zbierać w wakacje, dużo osób się przewinęło, nawet i wiolonczela gdzieś była, ale na próbę nie dotarła. Gdzieś we wrześniu udało się uzbierać skład, z którym zaczęliśmy próby w składzie: 2 gitary, wokal, bas, perka, skrzypce i flet.

2. Czy od początku zamierzaliście grać folk metal?

Tomek: Tak, od samego początku miał to być zespół folkmetalowy, aczkolwiek instrumentarium zmieniało się dość często.

Wiktor: Doszedłem do zespołu, gdy już funkcjonował od jakiegoś czasu. Mieli materiał w klimacie folkowym, metalowym, więc podejrzewam, że taki był zamysł.

Franek: Tak, aczkolwiek koncepcje melodyczne zmieniały się z czasem, także w związku ze zmianami w składzie. Początkowo nasze brzmienie miało być trochę inne, mimo iż wciąż obracało się w nurcie „folk”.

Wiktoria: Z tego co mi wiadomo, to tak.

Mateusz: Tak, taki był pomysł od początku. Nawet graliśmy chwilę z akordeonem, parę piosenek pod niego nawet było zrobionych, no ale, że tak powiem, zniknął w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach.

3. Jak powstawała Wasza debiutancka płyta?

Tomek: Dość chaotycznie. Nie wiedzieliśmy do końca, jak się do tego zabrać. Z początku mieliśmy w studiu nagrać tylko perkusję i skrzypce, a resztę u mnie w domu. Na szczęście zdecydowaliśmy, że nagramy wszystko – poza gitarami – studyjnie. Gitary nagrywałem u siebie w domu i potem w studiu były one przerzucane przez wzmacniacz. Oszczędziło to na pewno trochę pieniędzy i moich nerwów, bo mogłem sobie na spokojnie nagrywać gitary nawet o 3 w nocy. Dużą pomocą okazał się nasz realizator, Krzysiek z Redrum Studio. Miał naprawdę sporo ciekawych pomysłów na urozmaicenie naszej muzyki. Z mobilizacją pomógł też Leopold z Art of the Night Productions i tak naprawdę dzięki niemu udało nam się napisać i nagrać dwie piosenki w niewiele ponad 3 tygodnie, żeby zapełnić płytę.

Wiktor: Powstała w studiu Redrum na Grochowie. Weszliśmy do studia, mając przygotowane jakieś wałki, jednak końcowy efekt jest w dużej mierze zasługą Krzyśka, naszego realizatora. On podrzucił nam parę fajnych patentów, a potem wszystko świetnie zmiksował.

Franek: Trochę spontanicznie. Tzn. nie weszliśmy do studia na zasadzie „Hurra, nagrywamy!”, tylko graliśmy najpierw od groma prób, ileś tam koncertów i gdy mieliśmy już tak około 8 utworów (oraz trochę kasy na koncie, żeby pokryć koszty nagrań), doszliśmy do wniosku, że w sumie przydałoby się je już jakoś nagrać. W międzyczasie skontaktował się z nami Leopold z Art of the Night Productions, informując nas, że chciałby nas wydać i podpisać z nami umowę. Mieliśmy zatem zapewnionego wydawcę, motywację i jedyne, co nam pozostało, to wziąć się do roboty i iść do studia. W trakcie nagrań okazało się, że 8 to jednak trochę za dużo na EP i trochę za mało na full album, więc trzeba było coś wymyślić, stąd dwa utwory z debiutanckiej płyty były nagrywane niemalże zaraz po skomponowaniu (nie powiem, które, pozostawię Wam do odgadnięcia). Dużą pomocą i zaangażowaniem wykazał się przy nagrywaniu Krzysiek, któremu naprawdę wielkie podziękowania się należą za miksy.

Wiktoria: Mówiąc krótko, w artystycznej atmosferze. Zanim przystąpiliśmy do nagrań, szlifowaliśmy nasze kawałki na próbach i koncertach. W końcu dojrzeliśmy do tego, by wejść do studia. Zdecydowaliśmy, że ulegnie zmianie strojenie gitar, co spowodowało troszeczkę zamieszania w naszych utworach, przearanżowania niektórych motywów. Dużo w tym aspekcie zawdzięczamy Krzyśkowi z Redrum Studio, który pomógł nam w ogarnięciu nowych brzmień. Stopniowo nagrywaliśmy kolejne instrumenty, spędzając w studiu długie godziny. Gdy wstępne nagrania były skończone, okazało się, że dogrywamy 2 dodatkowe utwory, które zostały skomponowane w rekordowo krótkim czasie. Ciekawym doświadczeniem jest nagrywać ,,na spontanie”

Mateusz: Hmmm… to był w miarę długi proces, ale naprawdę pouczający. Jak pewno każdy młody zespół nauczyliśmy się, co to za magia zwana metronomem i po co to nam. Reszcie spodobał się do tego stopnia, że grają z nim koncerty. Doszkoliliśmy się muzycznie z racji niemałej liczby powtórek. Wkuliśmy dzięki temu całą płytę na pamięć, nawet i dwa kawałki które powstały w jakiś miesiąc. Z racji zbyt mrocznego strojenia musieliśmy przepisać cały materiał na nowo. Nauczyliśmy się przez to cierpliwości oraz tego, że słynne „hahaha, z**bałeś” w słuchawkach jest dla naszego dobra. No, ale tak poza tym to polecamy gorąco Krzyśka z Redrum Studio, który to musiał z nami wytrzymywać często nawet do późnych godzin, raz wokale szły aż do 4 nad ranem, za co chciałbym go z tego miejsca przeprosić raz jeszcze. Czas spędzony w studiu był długi, czasem męczący, ale w większości wypadków był po prostu mile spędzony – atmosfera super. Każdemu życzymy, żeby w przyszłości trafił na podobnie cierpliwego i profesjonalnego realizatora.

4. Jakie zespoły Was inspirowały, gdy tworzyliście swoją debiutancką płytę ?

Tomek: Słucham wielu różnych gatunków metalu. Zespoły takie jak Megadeth, Annihilator, Cripper, Exodus, Finntroll, Eluveitie, In Flames, Gojira, Psychostick czy Nekrogoblikon na pewno miały wpływ na to, jak gram na gitarze, aczkolwiek nie da się wskazać dokładnie, które były inspiracją w poszczególnych piosenkach.

Wiktor: Ja osobiście słucham dużo muzyki w klimacie post-rock/sludge i myślę najbardziej inspirują mnie kapele z tego gatunku.

Franek: Oj, różne, dlatego że każdy z nas obraca się trochę w innych klimatach. Ja ze swojej strony mogę wskazać takie zespoły jak: Svartsot, Myrkgrav, Stary Olsa, Temnozor, Chur, Windir i Slechtvalk. Paradoksalne, tych inspiracji niewiele słychać u nas (a przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie, jeśli się mylę, to proszę mnie poprawić), co być może wynika właśnie z różnorodności impulsów bądź próby znalezienia w tym wszystkim własnego brzmienia.

Wiktoria: Tworząc partie skrzypiec, inspirowałam się głównie muzyką filmową i soundtrackami z gier, a także metalem symfonicznym. (Elfman, Zimmer, Two Steps from Hell, Within Temptation, Nox Arcana, Dark Sanctuary). Muzyki folkowej słucham raczej okazjonalnie (gdy jakiś zaprzyjaźniony zespół wyda coś nowego, albo gdy znajomy mi coś poleci). Na mojej playliście, która mnie inspiruje, panuje totalny misz-masz brzmieniowy.

Mateusz: Mnie osobiście inspirowały Lamb of God, Eluveitie, Modest Mouse, A Pale Horse Named Death, Ensiferum, Killswitch Engage, Amorphis, Wintersun, Gojira, ASG czy Carach Angren. Jak u każdego – w sumie kupa muzyki z różnych nurtów, no ale u mnie trochę mniej wesoło i dużo darcia. Czy inspiracje tymi zespołami słychać w naszej twórczości, to już ktoś inny musi ocenić. Na pewno starałem się połączyć growle z czystymi wstawkami, trochę jak w Amorphis i to na pewno się udało, czy skutecznie, to już trzeba przesłuchać płytkę, do czego gorąco zachęcam.

5. Kto u Was pisze teksty oraz tworzy muzykę? Jest to jedna osoba, czy też tworzycie wszyscy razem?

Tomek: Tworzymy na zasadzie burzy mózgów. Zaczyna się od jednego motywu i na jego podstawie każdy stara się dorzucać swoje pomysły.

Wiktor:  Muzykę tworzymy wspólnie na próbach. Tomek lub Wiktoria przynoszą jakieś fajne motywy, a potem się do tego dogrywam. Teksty pisze Mateusz.

Franek : Co do muzyki, to tworzymy wspólnie. Trochę na zasadzie jam session, tzn. ktoś ma jakiś pomysł, albo jakiś fajny motyw wymyślił, stara się zrobić z tego całość, a potem reszta dogrywa do tego ścieżki swoich instrumentów. W związku z tym nie ma jednej osoby (jak na razie), która by odpowiadała za tworzenie, jest to raczej nasza wspólna inwencja.

Wiktoria: Muzykę tworzymy wspólnie – komuś wpada jakiś motyw do głowy, na próbie go gra i reszta się dołącza. Komponowanie trochę na styl bluesowy. Mateusz jest odpowiedzialny za teksty.

Mateusz: Jak już reszta napisała, tworzymy kawałki na zasadzie jam session, na razie jest to chyba jedyna słuszna metoda w naszym wypadku  Teksty piszę ja, czerpiąc inspiracje z przyrody i moich podróży – tych dalekich (Finlandia) i tych bliskich (polskie góry). Czytam również bestiariusze słowiańskie i fragmenty mitologii Słowian.

6. Jakie macie plany koncertowe na przyszłość ?

Tomek: Grać najczęściej, jak się da. Do tego poprawić kwestię techniczną naszych koncertów. Ostatnio zaczęliśmy grać z metronomem na koncertach i pomogło to nam bardzo.

Wiktor: Fajnie byłoby w końcu zagrać gdzieś dalej. Jakaś trasa po Polsce, później gdzieś za granicą.

Franek : Rany, nie pamiętam… Na pewno Folk Metal Crusade 12 września w Progresji, III – edycja Folk Metal Night, a dalej nie wiem.

Wiktoria: Grać jak najwięcej i grać coraz lepiej. Zdobyć świat!

Mateusz : Z najbliższych to 12.09 Folk Metal Crusade , potem 31 października z Folk Metal Night. Wszystko w Warszawie na razie. Aaaa, no i gramy przecież na Fantasy Folk Fest w czerwcu przyszłego roku. Także na każdy koncert zapraszamy serdecznie.

7. Czy zajmujecie się poza muzyką?

Tomek: Studiuję informatykę i jestem typowym nerdem, siedzącym większą część dnia przy komputerze, grając w gry czy przeglądając internet w przerwie od grania na gitarze. Od czasu do czasu znajdę sobie jakieś dziwne inne zajęcie, jak np. origami.

Wiktor: Studiuję ekologię, a poza tym, gdy tylko mam czas to, podróżuję po Europie Środkowo-Wschodniej.

Franek: A różnie. Ja studiuję archeologię oraz udzielam się w grupie rekonstrukcyjnej. Przy okazji chciałbym zaprosić wszystkich zainteresowanych 3 i 4 października do budynku Gimnazjum nr 44 im. Leopolda Staffa w Warszawie przy ul. Barskiej 32 na Dni Kultury Antycznej, organizowane przez tę właśnie grupę.

Wiktoria: Studiuję audiofonologię na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. W wolnych chwilach robię zdjęcia (www.fb.com/ViAndHerArt), szyję sutasze, maluję, piekę słodkości i spotykam się ze znajomymi. Zajmuję się także facebook marketingiem prowadząc różne fanpejdże, największym z nich jest Ladies in Black, na którym promuję twórców alternatywnych. I zbieram figurki kucyków z serii My Little Pony.

Mateusz: Jak każdy w zespole studiuję, ale dla odmiany jest to rehabilitacja z praktykami głównie na neurologii dziecięcej. No a tak to sporo sportu i ruchu. Trochę książek, duuuużo podróżowania. Bym zapomniał, lubię sobie ponerdzić, a że ostatnio nie mam na czym, to oglądam Dragon Balla czy Porę na przygodę. Jednym słowem, nic do siebie nie pasuje, ale może o to chodzi.

8. Czego wam życzyć na przyszłość?

Tomek: Na pewno dalszego rozwoju muzycznego.

Wiktor: Fanów, koncertów, hajsu i fejmu z grania oraz groupies.

Franek: Nie wiem, z rzeczy najpowszedniejszych to zdrowia i pomyślności, a z tych najpotrzebniejszych –  wytrwałości w dążeniu do celów oraz tego, aby nie zabrakło weny twórczej.

Wiktoria: Cierpliwości, wysypiania się i więcej czasu na wszystko.

Mateusz: Przede wszystkim tego, żeby udało nam się ruszyć dupska z Warszawy i zagrać jakieś inne koncerty, najlepiej w całej Polsce. No i w sumie dużo cierpliwości, kolejnych  sukcesów i nowych lepszych kawałków.

Dziękuję za możliwość przeprowadzenia wywiadu, powodzenia!