Wywiad z Herim Joensenem (Týr)

tyr_interview

FM.pl: Byliście w Polsce już kilka razy. Jakie są twoje wrażenia? Proszę o szczerą odpowiedź.

H: Kiedy pierwszy raz tu byliśmy, moje pierwsze spostrzeżenie było, że drogi były w strasznym stanie w porównaniu do Niemiec, z których wówczas przyjechaliśmy tutaj. Gdy przekroczyliśmy granicę, czuliśmy się, jakbyśmy jechali polem. To było w 2006 lub 2007. Teraz jest lepiej, znacznie lepiej niż wtedy. Lecz wciąż drogi pozostawiają wiele do życzenia. Pierwsze, co mi przychodzi na myśl… Gdy jedzie się z Niemiec, śpi się w kuszetce, nagle wjeżdża się do Polski i pobudka, bo wszystko się trzęsie. Ale ludzie są tu bardzo przyjaźni, tłumnie przychodzą na nasze występy i zachowują się entuzjastycznie, gdy gramy, więc fajnie jest tu przyjeżdżać. Podoba mi się to.

FM.pl: W jakim wieku zainteresowałeś się mitologią, legendami, lokalnym folklorem? Jak ta fascynacja się zaczęła?

H: Pamiętam bardzo dokładnie. Miałem lekcje historii w szkole publicznej, to była trzecia… nie, raczej czwarta klasa, czyli miałem jedenaście lat. Uczyliśmy się o skandynawskiej mitologii i historii, o historii Wysp Owczych. Już wtedy mnie to zafascynowało.

FM.pl: Po raz pierwszy nagraliście i wydaliście album, gdy w zespole brakowało oficjalnego perkusisty. Jak wam się pracuje i koncertuje w takich warunkach?

H: Trasa jest sporym problemem, bo na każdy koncert musimy mieć zastępcę. Mieliśmy dotąd dwóch. Oczywiście, Amon grał już z nami wcześniej, więc jest trochę łatwiej, ale ten drugi… świetnie się spisał, jest znakomitym technicznie perkusistą… ale czuliśmy się niepewni, wychodząc z nim na scenę, gdy musieliśmy grać z kimś, z kim nigdy wcześniej nie graliśmy. Więc to aktualnie pozostaje problemem. Szukamy kogoś na pełen etat, ale nie chcemy się spieszyć z decyzją, więc czekamy na rozwój wypadków.

FM.pl: Nagraliście piosenkę z Liv Kristine. W mojej opinii, wyszło świetnie: wokale znakomicie brzmią razem i wydaje się to być owocna współpraca. Osobiście, marzę o następnych piosenkach z takim duetem. Co spowodowało decyzję o dołączeniu kobiecego wokalu do waszej muzyki? I dlaczego wybór padł na Liv Kristine?

H: Myślałem nad dodaniem kobiecych wokali już wtedy, gdy nagrywaliśmy Ragnarök, ale wtedy do tego nie doszło. Rok temu byłem na Wacken, występowałem gościnnie z Leaves’ Eyes, gdzie śpiewa Liv. Następnie ona zaoferowała w zamian swój występ gościnny dla nas i tak właśnie się stało. Znam ludzi z Leaves’ Eyes od dawna i mamy znakomite stosunki, dlatego właśnie poprosili mnie o mój występ.

FM.pl: Czy możemy liczyć na kolejne utwory z Liv?

H: To możliwe. Tym razem zadziałało bardzo dobrze, wydaje mi się. Uwielbiam pisać teksty, gdy wiem, kto je zaśpiewa, więc pisałem ten tekst wiedząc, iż to ona będzie go wykonywać, i zapewne dlatego efekt jest tak dobry. Na razie nie ma planów odnośnie dalszej współpracy, ale nigdy nie wiadomo.

FM.pl: Zespół obchodzi swoje piętnaste urodziny. Macie więc jubileusz. Czy planujecie coś specjalnego na tę okazję?

H: Nie, nawet o tym nie pomyślałem, dopóki ktoś mnie nie oświecił kilka dni temu, że to już 15 lat. Więc nie mamy żadnych planów odnośnie tej rocznicy. Może zrobimy coś, gdy wybije nam dwudziestka.

FM.pl: Jakie jest twoje najdziwniejsze wspomnienie związane z życiem zespołu?

H: Bardzo trudne pytanie. Musiałbym się chwilę zastanowić. W sumie… mieliśmy pewien incydent w Polsce, bardzo dawno temu. Nie pamiętam, gdzie odbywał się koncert. Jakiś chłopak wszedł na scenę i zaczął mnie dusić, ktoś z publiczności. To był dziwny dzień. Zrzuciliśmy tego kolesia ze sceny. Nigdy więcej go nie widziałem. Wydaje mi się, że nie był normalny.