Nie co dzień zdarza się nam w Polsce nowy metalowy projekt nawiązujący do folkloru, tak muzycznie, jak i koncepcyjnie, więc kiedy już się pojawi naprawdę warto go promować. Szczególnie, jeśli dostarcza tak inspirującej i bądź, co bądź, świeżej muzyki. Na pytania odpowiadał założyciel projektu – Zagreus.

Witaj, Zagreus. Tytułem wstępu – trochę historii. Pamiętam, że wcześniej przez kilka lat działałeś pod szyldem Jarun samotnie, do dziś mam w pamięci grafikę, której używałeś – z rogiem bodajże. Co działo się z projektem  przez te lata i czemu postanowiłeś ostatecznie poszerzyć skład? Czy to naturalna ewolucja, czy może zmęczyła cię samotność?

Tak, to prawda, Jarun powstał jako jednoosobowy projekt, ładnych parę lat temu, gdzieś w okolicach 2007/8 roku. Wcześniej udzielałem się w wielu różnych kapelach grających najróżniejsze odmiany ekstremalnego metalu.

Niestety z takich, czy innych przyczyn wszystkie one zakończyły swoją działalność. Głód grania jednak pozostał, a ponieważ nie byłem podówczas w stanie zebrać odpowiednich muzyków postanowiłem zacząć tworzyć sam, w domowym zaciszu. Materiał powstał dosyć szybko, bo przez te wszystkie lata obijania się w przeróżnych składach nagromadziło się w mojej głowie mnóstwo pomysłów. Niestety jakość nagrań pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Tak, czy inaczej „proces twórczy” zakłóciły wkrótce sprawy osobiste. Na dłuższy czas zmuszony byłem wyjechać zagranicę i Jarun pozostawał wtedy w stanie zawieszenia. W międzyczasie dojrzała we mnie decyzja, żeby spróbować przekształcić go w pełnoprawną kapelę. Myślę, że można to określić mianem naturalnej ewolucji;) Nie chciałem by muzyka stała w miejscu. Zależało mi na podniesieniu jej jakości, jej brzmienia i charakteru. Chciałem „wpuścić nieco powietrza” i świeżych pomysłów z zewnątrz. Skontaktowałem się z paroma osobami, w większości moimi starymi, sprawdzonymi przyjaciółmi, a przy tym doświadczonymi muzykami i udało mi się zwerbować ich do projektu. Gdy tylko wróciłem do Polski, pod koniec 2010 roku zabraliśmy się do roboty. Sama muzyka zmieniła nieco swój charakter. Ograniczyliśmy mocno elementy folkowe na rzecz bardziej tradycyjnie metalowych dźwięków. Jedną z przyczyn takiej decyzji była chęć grania na żywo. Przy zbyt rozbudowanym instrumentarium nie byłoby ono możliwe, bez dodatkowych muzyków. W ten sposób Jarun stał się tym, czym jest teraz.

No właśnie – folklor w waszej muzyce zdaje się bardziej przemawiać poprzez otoczkę czy teksty, niźli muzykę, chociaż i w tej siedzi ten delikatnie zarysowany ludowy duch – i w związku z tym pytanie: czy Jarun to zespół „pagan metalowy”? I co w ogóle znaczy dla ciebie taka łatka? Płyta zdaje się mieć spójny koncept – możesz go przybliżyć?

Cieszę się, że zadałeś to pytanie. Kilka rzeczy wymaga sprostowania, bo w różnych miejscach pojawiły się informacje na temat zespołu, nie do końca zgodne z prawdą. Otóż Jarun NIE JEST, w pełnym tego słowa znaczeniu, zespołem „pagan metalowym”. Oczywiście rozumiem, że niektórzy mogą tak go odbierać. Począwszy od nazwy, w sposób oczywisty kojarzącej się z mitologią słowiańską, aż po logo, oprawę graficzną płyty a nawet w niewielkim już stopniu, teksty, wiele czynników pozwalałoby nas umiejscowić w takiej właśnie szufladce. Z wielu względów, bronimy się jednak przed taką etykietką. Ja osobiście darzę ogromnym sentymentem i szacunkiem wszelkie ruchy rodzimowiercze, wszelkie przejawy nawiązywania do kulturowych korzeni, tak w muzyce, jak i każdej innej dziedzinie życia, jednak nie utożsamiam się z nimi w pełni. Być może nie pozwala mi na to mój wrodzony sceptycyzm i racjonalizm;) Tak więc by uciąć wszelkie spekulacje – Jarun jest kapelą metalową, w warstwie muzycznej inspirującą się tradycyjnym folkiem (ale nie tylko). I tej wersji się trzymajmy;) Co do konceptu płyty, głównie w jej warstwie tekstowej, to ten z czasem nieco się rozmył. Z pierwotnego zamysłu pozostało niewiele. Zmieniła się muzyka, zmieniły się też teksty. To co pozostało (i co częściowo kieruje też zapewne słuchaczy na „pogańskie” tropy) to bardzo częste wykorzystanie w tekstach odniesień do natury. Cała ta lekko „leśmianowska” metaforyka, która mnie, człowiekowi w gruncie rzeczy wychowanemu wśród lasów i gór, bardzo odpowiada;) Nie chcę z góry narzucać jakiejś jednej, właściwej interpretacji tych tekstów. Myślę, że każdy może je zrozumieć na swój sposób. Jeśli odnajdzie w nich pogańskie inspiracje to też dobrze;)

Wiesz, łatka „pagan metal” jest bardzo pojemna, stąd moje pytanie. Wracając jeszcze do tego folkloru – zamierzacie może zagłębić się weń mocniej na przyszłych wydawnictwach? Zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej – może jakieś poszerzenie instrumentarium, sięgnięcie po rodzime legendy, podania, baśnie? Wiem, że może za wcześnie na to pytanie, ale nie wierzę, że nie macie już planów na przyszłość.

Hehe. To nie jest tak, że my się przed tym „paganem” bronimy rękami i nogami Tak naprawdę jest nam wszystko jedno jakim terminem będzie się nas określać, pod warunkiem, że będziemy doceniani za muzykę jaką tworzymy, a nie za religijne, czy ideologiczne treści jakie ona za sobą niesie. Gdybym był bardziej złośliwy mógłbym wskazać kilka takich kapel, muzycznie dość przeciętnych, które zyskały sobie status kultowych, z przyczyn stricte pozamuzycznych Złośliwy nie jestem, więc powiem tylko, że wolelibyśmy nie zostać zaliczeni w poczet tego typu zespołów. Stąd też poniekąd wypływa ta, tak silnie przeze mnie deklarowana światopoglądowa neutralność. Co do muzycznych planów na przyszłość to one oczywiście są. Kolejny materiał powoli się rodzi, wiele pomysłów nabiera konkretnych kształtów i wszystko wskazuje na to, że kolejna płyta (jeśli się ukaże) będzie nieco mocniejsza, bardziej metalowa, a przy tym silnie nasycona progresywnym pierwiastkiem. Elementów folkowym prawdopodobnie będzie nieco mniej, ale nadal pozostaną wyraźnie wyeksponowane. Dla pewnej równowagi, w planach na przyszłość jest też materiał czysto akustyczny. Taka nasza próba odnalezienia się na polu czegoś, co określiłbym mianem „alternatywnego neofolku” Chciałbym zaprosić kilku gości, wypróbować kilka nietypowych instrumentów. Co z tych planów wyjdzie, czas pokaże. O warstwie lirycznej póki co nie jestem w stanie nic powiedzieć. Nic nie jest jeszcze sprecyzowane. Pomysły i inspiracje przychodzą i odchodzą. Jakich ostatecznie kształtów nabiorą, tego jeszcze po prostu nie wiem.

Wróćmy zatem do bardziej przyziemnych tematów. Płytkę wydaliście sami. Nie uwierzę, że nikt nie chciał was wydać. A może takie było założenie – sami sobie sterem, żeglarzem i okrętem? Znalezienie dobrego wydawcy może przełożyć się na wiele korzyści, ale rozumiem też chęć niezależności. Jak to było u was?

Prawdę mówiąc nawet nie próbowaliśmy szukać. Masz oczywiście rację, że związanie się z jakimś konkretnym wydawcą mogłoby przynieść sporo korzyści, ale tez jednocześnie w jakiś tam sposób krępowałoby. Póki co odpowiada nam taki układ jaki jest teraz. Nikt nam niczego nie narzuca, nie gonią nas terminy. To idealna sytuacja np. z czysto muzycznego punktu widzenia. Mamy kompletną, twórczą swobodę. Kolejny materiał wydamy gdy już będziemy z niego zadowoleni, a nie wtedy gdy zażyczy sobie tego wydawca;) Jednocześnie w dzisiejszych czasach, w epoce Internetu i mediów społecznościowych dotarcie do potencjalnego odbiorcy jest łatwiejsze niż kiedykolwiek i zamierzamy to wykorzystać bez konieczności korzystania z czyjegokolwiek pośrednictwa. Tak samo np. koszty produkcji płyty itp. są teraz relatywnie niewielkie a po rozłożeniu na wszystkich członków kapeli wręcz znikome i również w tym zakresie potencjalne wsparcie wytwórni nie jest konieczne. Oczywiście jeśli pojawiłyby się jakieś naprawdę konkretne oferty pewnie wzięlibyśmy je pod uwagę, ale póki co to czyste spekulacje.

Wiem, że koncertujecie. Na płycie podoba mi się bardzo ciekawe wykorzystanie gitary akustycznej; na żywo też jest obecna? I jak się zapatrujesz na kapele, które decydują się na działalność wyłącznie studyjną – w końcu przez pewien czas sam tak robiłeś? Tylko proszę bez wyjaśnień typu: „metal musi być grany na żywo”.:)

To prawda, od jakiegoś czasu faktycznie zaczęliśmy pojawiać się na żywo. Póki co raczej skromnie, jakieś niewielkie sztuki u boku zaprzyjaźnionych kapel, ale oczywiście chcielibyśmy rozszerzyć działalność koncertową. Jesteśmy otwarci na wszelkie rozsądne propozycje Jeśli chodzi o gitarę akustyczną to owszem, jak najbardziej staramy się ją wykorzystywać również na scenie. Nie zawsze jest to możliwe, nie zawsze też efekt jej użycia jest zadowalający. Dużo zależy od nagłośnienia, warunków scenicznych itp. Z tego powodu zdecydowaliśmy się na przearanżowanie niektórych kawałków tak by dało się je odtworzyć bez gitary akustycznej nie tracąc przy tym zbyt wiele. Są też utwory, których z takich, czy innych powodów po prostu nie gramy na scenie. I nie, nie uważam, że „metal musi być grany na żywo”. Metal jest gatunkiem tak złożonym, o tak wielu obliczach, że ciężko w jego przypadku aż tak generalizować. O ile nie wyobrażam sobie np. kapeli thrashowej, która ogranicza się wyłącznie do działalności studyjnej, o tyle w szeroko pojętym black metalu jest to zjawisko na porządku dziennym, by wspomnieć chociażby słynny skądinąd i kultowy Darkthrone;) Osobiście bardzo lubię koncertować. W przeszłości występowałem na żywo w licznych, bardzo różnorodnych składach i zawsze czerpałem z tego dużo przyjemności;) Ale naprawdę doskonalę rozumiem tych, którzy z różnorakich przyczyn, z takiej formy działalności rezygnują.

Zapytałem z ciekawości, bo wielu to stwierdzenie podaje jako ostateczny i jedyny argument, ale widzę, że mamy podobny pogląd. Wspomniałeś, że sympatyzujesz z ruchami rodzimowierczymi; powiedziałeś też, całkiem zresztą słusznie, że wiele kapel zajmujących się tą tematyką wybiło się tylko i wyłącznie dzięki otoczce. Jakie zatem kapele z takiego nurtu (szeroko pojętego pagan metalu, czy folk metalu) uważasz za godne polecenia? Szczególnie, jeśli chodzi o nasze podwórko? I co za tym idzie, jakie były wasze muzyczne inspiracje?

Jeszcze raz podkreślę, że moje związki z szeroko pojętym rodzimowierstwem są czysto „platoniczne” Szanuję takie ruchy i ludzi biorących w nich udział, w dużej mierze popieram i rozumiem, natomiast sam nie jestem w nie w żaden sposób zaangażowany. Ale wracając do muzyki to przyznam szczerze (co może dla niektórych zabrzmieć nieco dziwnie i zaskakująco), że nie jestem wielkim znawcą tego nurtu;) Fascynacja takimi dźwiękami zaczęła się u mnie, jeśli dobrze pamiętam, wraz z premierą płyty „Nechrist”, ukraińskiej grupy Nokturnal Mortum. Do dziś uważam ten materiał za najlepszy album w szeroko pojętym gatunku folk/pagan. W ogóle scena ukraińska w tamtym okresie, z kapelami takimi jak Dub Buk czy, Lucifugum mocno do mnie przemawiała. Potem jakoś się to rozmyło, nie pojawili się godni następcy i wszystko trochę zamarło. Nawet NM mocno (przynajmniej moim zdaniem) obniżyli loty od tamtej pory. Oczywiście mógłbym wymienić jeszcze parę innych kapel, wspomnieć chociażby o Bathory, ale to nieco zbyt oczywiste. Jeśli chodzi o polską scenę to niegdyś śledziłem ją nieco uważniej. Do dzisiaj mam mnóstwo szacunku dla klasycznych załóg, które kładły podwaliny pod taką muzykę w naszym kraju. Perunwit, Arkona (oczywiście nie ta rosyjska), Iuvenes, czy Sacrilegium to nazwy, które powinien znać każdy zwolennik takich dźwięków. Współcześnie pojawiło się całkiem sporo załóg parających się szeroko pojętym pagan/folk metalem i czasami ciężko jest wyłowić wśród nich naprawdę wartościowe kapele, ale na pewno mógłbym parę wymienić. Slavland, Radogost, Stworz, Percival Schuttenbach, czy z nieco innych klimatów projekty pokroju Jar, czy Zerivana na pewno zasługują na uwagę. Co do naszych inspiracji to jest to temat na osobną rozmowę;) Kapela składa się z pięciu osób i każdy z nas ma swoje własne inspiracje, swoje własne wzorce, czasami dość mocno różniące się między sobą. Z tej mieszanki wyszło właśnie to co wyszło;)

Co do rodzimowierstwa – oczywiście zrozumiałem, ale trzeba zdać sobie sprawę, że z dużym prawdopodobieństwem dostaniecie tę łatkę, albo już ją dostaliście. Kontynuując jednakże, to pytanie będzie krótkie: przedstaw czytelnikom, co dokładnie znaczy nazwa projektu, ale też płyty. Bo jak mniemam stoi za tym coś więcej niż „klimat”.:)

Co do samej nazwy kapeli to oczywiście wywodzi się bezpośrednio z mitologii słowiańskiej. Jarun, wśród wschodnich Słowian znany również jako Jaryło był bóstwem płodności, wiosny itp. Oczywiście to tylko encyklopedyczna definicja. Jak to zwykle bywa ze słowiańskimi wierzeniami, tak naprawdę niewiele wiadomo. Pełno jest niejasności, ukrytych znaczeń i tajemnic. A nazwę wybrałem dawno temu, bo zwyczajnie spodobało mi się brzmienie tego imienia;) Tak wiem, dość głupi powód;) Nieco inaczej ma się sprawa z tytułem płyty. „Wziemiozstąpienie” ma być w pewnym sensie manifestem tego co dla mnie ważne. Mocnym i wyraźnym przeciwieństwem terminu występującego w chrześcijaństwie. Bo ziemia, w przeciwieństwie do religijnych imaginacji, jest czymś realnym, tym co daje siłę, tym co rodzi, ale i pochłania po śmierci. „Zstąpienie w ziemię” jest więc zarówno końcem, jak i początkiem wszystkiego. I to w każdym znaczeniu. Zarówno tym metaforycznym, mistycznym, jak i bardzo organicznym, biologicznym wręcz. Zdaję sobie sprawę, że to właśnie brzmi nieco”rodzimowierczo”, ale nic na to nie poradzę;) Oczywiście każdy może się w tym tytule dopatrywać swoich własnych sensów i interpretować na swój własny sposób. Prawdę mówiąc do tego właśnie zachęcam;)

Dokładnie takiej odpowiedzi się spodziewałem.:) Powoli będziemy zbliżać się do końca, ale powiedz jeszcze – jak myślisz, na ile ważna jest promocja rodzimego folkloru i mitologii i czemu bardzo?:) Czemu akurat metal jest najchętniej wybieranym nośnikiem takich treści?

To bardzo dobre pytanie. Dla mnie takie rzeczy są w dużej mierze oczywiste. Wyrosłem w regionie, w którym ludowe, często bardzo archaiczne tradycje, były i nadal są bardzo żywe (chociaż niestety coraz mniej), umiem posługiwać się gwarą, a moja babcia w dzieciństwie straszyła mnie, nie „czarną wołgą”, ale boginkami, mamunami i gumiennikami. To musi się na człowieku odbić;) Tak samo jest z muzyką. Cały ten karpacki folk ciągnący się od Rumunii i Węgier, aż po Polskę niezmieniony od wieków, zawsze mocno do mnie przemawiał. Niestety to wszystko, w stanie naturalnym powoli się kończy. Tradycje zanikają, zmienia się styl życia, ludzkie przyzwyczajenia i zachowania. To oczywiście naturalne i zrozumiałe, ale to nie znaczy, że dobre. I rzecz jasna zgadzam się, że promocja i podtrzymywanie rodzimych tradycji, folkloru, muzyki itd. jest bardzo istotne. Te wszystkie wartości nie są już w stanie przetrwać w stanie naturalnym. Ale nie skazujmy ich na skansen i obciach. Ważne jest by twórczo je przetwarzać, rozwijać. I tu właśnie w sukurs przychodzi muzyka metalowa;) Ten gatunek od zawsze był bardzo otwarty, nieustannie rozwijał się i nadal się rozwija. Wchłania inne gatunki muzyki, przerabia, dodaje coś od siebie i wypuszcza jako coś nowego, często bardzo wartościowego i oryginalnego. To samo zrobił z folkiem;) Niczego mu nie odbierając dodał coś, co sprawiło, że ponownie zaczął on przemawiać do młodych ludzi. Powiedzmy sobie szczerze, niewiele osób miałoby ochotę słuchać zawodzących babć z koła gospodyń wiejskich, ale jeśli ten sam muzyczny motyw wyposażyć w ciężkie gitary i mocną perkusję i kazać go zaśpiewać grupie długowłosych, brodatych kolesi to natychmiast jego atrakcyjność i siła przebicia wzrasta stukrotnie;) Metal w ogóle znakomicie odnajduje się w związkach z tego typu mało popularną muzyką, bo sam jest gatunkiem niszowym i w dużej mierze „elitarnym”, a większość jego fanów to (poza paroma nieuleczalnymi wyjątkami) osoby otwarte i chłonne. Inna sprawa, że ze względu na swoją strukturę, wzorce harmoniczne itp. metal ma po prostu muzycznie bardzo wiele wspólnego z np. słowiańskim, skandynawskim, czy celtyckim folkiem. Ale to też temat na inną rozmowę i raczej dla muzykologów;)

Nie pozostaje mi nic innego, jak się zgodzić, chociaż w niektórych przypadkach nie do końca – ale to rozmowa z Tobą, nie ze mną.:) Dlatego ostatnie słowa należą do Ciebie – możesz teraz komuś nawrzucać, albo zbajerować ludzi co do kupna płyt.;]. Ja dziękuję za rozmowę i liczę, że idea neofolkowego albumu się ziści, bo takie klimaty od dłuższego czasu przemawiają do mnie o wiele bardziej niż metal.;]

Przede wszystkim dzięki za wywiad. Fajnie było móc się w końcu wygadać;) Jeśli miałbym komuś nawrzucać, to pewnie wolałbym zrobić to prywatnie, a co do bajerowania to takie rzeczy raczej kiepsko mi idą. Mogę jedynie zachęcić do posłuchania naszej płyty. Wszystkie kawałki można znaleźć np. na YT. Nie zajmie wam to dużo czasu, a gwarantuję, że nie będziecie żałować;) A jeśli spodoba wam się na tyle, żeby kupić płytę, albo przyjść na koncert to tym lepiej;)

Jeszcze raz dzięki za wywiad i za wsparcie! Pozdrawiam!

Rozmawiał Huncwot. Wszystkie materiały graficzne pochodzą z profilu FB zespołu.