Kultowy, a jednak pozostający w cieniu; „pogański”, ale nie do końca. Thy Worshiper powrócił z zaświatów z doskonałym materiałem Czarna Dzika Czerwień. Wywiady posypały się oczywiście bardzo obficie, a co do powiedzenia akurat nam miał jedyny stały członek zespołu od początku jego istnienia – Marcin alias Gonzo – przeczytać można poniżej.

thy wor 3

Na początku pozwolę sobie pogratulować nagrania doskonałej płyty – w mojej ocenie zdecydowanie najlepszej w całym dorobku. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie (za które wielu mnie odsądzi od czci i wiary), że wszystkie poprzednie wydawnictwa były jedynie kolejnymi krokami na drodze do Czarnej dzikiej czerwieni, na której Thy Worshiper wreszcie znalazł to, czego szukał. Mam rację czy przesadzam?;)

Dzięki. Nie jestem obiektywny w przypadku Thy Worshipera, więc trudno mi się z Tobą nie zgodzić 😉 Też jestem strasznie zadowolony z CDC i też uważam, że to nasza najlepsza płyta. Najbardziej dojrzała, z najlepszym brzmieniem i najlepszymi utworami. Na przygotowanie CDC poświęciliśmy mnóstwo czasu, niektóre utwory robiliśmy ponad półtora roku, inne powstawały na 2-3 próbach, bo akurat mieliśmy natchnienie. Materiał jest bardzo zróżnicowany.

Ale z Opowieści jednej nocy zdajecie się być chyba nie do końca zadowoleni? Takie można odnieść wrażenie. A przecież mógł to być regularny album w waszej dyskografii. Jak w ogóle doszło do stworzenia nowego oblicza TW, skąd taki zamysł? Jak by nie patrzył, jest to zmiana bardzo radykalna w stosunku do poprzednich wydawnictw…

Z Opowieści nie jesteśmy zadowoleni. Nagraliśmy ją na pałę, nie byliśmy przygotowani. Grabaż dołączył do nas już w studiu, tam też utwory nabrały ostatecznego kształtu, czasami przypadkowo. Bardzo lubię ten materiał, mimo wszystkich wad. Może jest nierówno zagrany, ale ma ciekawy, etniczny klimat. Skąd taka zmiana? Każda nasza płyta jest inna. Popiół jest przestrzenny, Signum duszna, ociera się o death metal. Jak zaczynałem myśleć o następcy Signum, to myślałem, że pójdziemy w stronę industrialu. Tak zresztą zaczęliśmy komponować utwory z Peterem, ówczesnym gitarzystą. Opowieść to taki materiał, na którym zaczęliśmy się poznawać w nowym składzie.

thy wor 2

Zanim ruszymy dalej, wróćmy na chwilę do przeszłości, acz nie zamierzam pytać o to, co wszyscy.:) Zamiast tego dwa krótkie strzały – skąd, u licha, nazwa projektu, ponieważ nigdy mi nie pasowała ani do waszej muzyki, ani do przekazu (no, może poza pierwszym demem)? I drugie, być może mniej wygodne pytanie – jednym ze współzałożycieli TW był infamis Capricornus; jak wspominasz współpracę z nim, a także jego późniejszą twórczość, zarówno muzyczną (Thors Hammer, Legion, Infernum, Capricornus) jak i ideologiczną (Temple of Fullmoon)?

Nazwę wymyślił właśnie Capricornus, czyli Maciek Dąbrowski, ksywa Dąbek. Podobała nam się. Z Dąbkiem chodziliśmy razem do jednego liceum, mieszkaliśmy obok siebie, słuchaliśmy death i black metalu. Razem piliśmy wino, chodziliśmy na imprezy, koncerty. Mieliśmy też wspólnego znajomego – Jubego, jednego z nielicznych metalowców na dzielnicy. Razem założyliśmy zespół. Później Dąbek odszedł do Graveland i zdecydowanie rzadziej się spotykaliśmy. Co do zespołów: to na pierwszej płycie Infernum nagrałem bas i lubię ten materiał. Ale stawiam na Necrophorus. Nagrywał walenie pałami w szafę. Na to nakładał jakieś ryki, beczenia kóz, postękiwania. Na swój sposób to było chore i śmieszne. Co do ideologii to zawsze daleko mi było od wszystkich totalitaryzmów.

Pytam, bo nazwa sugeruje bardziej kapelę satanistyczną, z kolei u was już wcześniej pojawiały się wątki pogańskie. Teraz jednak chyba podajecie je w nieco innej formie? Jakie w ogóle jest twoje zdanie na temat całego „pogańskiego” metalu i dość powiązanego z nim nurtu NSBM, którego jednym z prominentnych przedstawicieli był właśnie Capricornus? U was nigdy nie było  żadnych odniesień politycznych, a może były, tylko niewidoczne?

Wątki pogańskie zaczęły się u nas od Robin Hooda w TVP. Jeśli chodzi o metal pogański, to mało jest zespołów, które są ciekawe. Większość gra na jedno kopyto, czyli ściana gitar, umpaumpa, a na tym jakieś fleciki czy inne ludowe instrumenty. Co do reszty, to nie mogę zrozumieć jak można wyłączyć mózg i postępować wbrew własnej logice, bo ktoś tego wymaga. I nie ważne czy nazwać to nazizmem, komunizmem, chrześcijaństwem, islamem, ateizmem, satanizmem, liberalizmem, feminizmem, poprawnością polityczną. Każdy fanatyzm kojarzy mi się z głupotą i tyle. Jestem przeciw. Politycznych odniesień u nas nigdy nie było.

Cóż, „Twój wyznawca” raczej chyba nie odnosił się do Jahwe, czy Allaha, prawda, a i rodzaj muzyki sugerował pewną stylistykę… A czyimi wyznawcami jesteście dziś? Jakie idee stoją za dzisiejszym wcieleniem zespołu? Wiem, że Opowieść jednej nocy była zdaje się inspirowana wydarzeniami na Wołyniu. A Czarna dzika czerwień? Jakie jest jej przesłanie?

To nie jedyne nazwy dla Istoty Wyższej 😉 Trudne pytanie zadałaś. Bo wyznawcami to niczyimi nie jesteśmy. Uniwersalnego przesłania też nie mamy. Na Czarnej Dzikiej Czerwieni chcieliśmy dźwiękami stworzyć świat, w którym dominują żywioły. Targają ludzką duszą, mają wpływ na rzeczywistość… Nie podejmuję się jednak logicznego streszczenia treści tekstów, bo wyjdzie, że są bez sensu 😉 Mam tylko nadzieję, że jeśli ktoś weźmie do ręki nasz CD, poogląda oprawę graficzną, posłucha muzyki, przeczyta teksty, to może znajdzie coś, co da mu do myślenia.

a2388742788_10

Zdaję sobie sprawę, że historyczny opis tamtych wydarzeń to nie był, chyba raczej zapis pewnego nastroju i emocji… Ale podrążmy jeszcze temat „wyznania”… Wasza twórczość zawsze zdawała się mieć solidną podbudowę duchową, a na ostatnim wydawnictwie widać to chyba najbardziej. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że chodzi tu tylko o „jakieś tam” żywioły i związaną z Naturą stylistykę, a w praktyce nie przyświecają wam żadne duchowe ideały?

Nic takiego nie mówię. Z tekstami jest tylko taka sprawa, że jak się je pisze, to wpada człowiek w jakiś tam stan ducha, który stara się ubrać w słowa. I używając innych słów ciężko to potem opisać.

Zejdźmy teraz na nieco bardziej przyziemne tematy. Czym się kierowaliście w czasie aranżowania utworów? Na myśli mam dobór specyficznego instrumentarium czy melodii. Co zainspirowało cię do tak radykalnej, a jednocześnie wydawałoby się bardzo naturalnej, przemiany?

W naszym przypadku największą różnicą jest bardzo odważne użycie djembe. Mamy Grabaża, który praktycznie cały czas obsługuje bongosy, kotły itp. Poza tym gramy na standardzie rockowym: 2 gitary, bas, perkusja i wokale. Może bas brzmi trochę inaczej, bo Tomek gra na bezprogowcu. Czasami Darek sięgnie po drumlę i w zasadzie to wszystko. Także wielkich różnic pomiędzy nami, a innymi zespołami nie widzę. Praktycznie to, co znalazło się na płycie gramy na żywo. Co do melodii, to chyba też są dość typowe dla Thy Worshipera. Sporo osób podkreśla bogactwo dźwięków i ilość użytych niestandardowych instrumentów. Dźwięków dużo, instrumentów mało…

Dość krytycznie odniosłeś się do „stereotypowego” pagan metalu. Nic z polskiej, słowiańskiej, europejskiej czy światowej w ogóle muzyki tego gatunku cię obecnie nie interesuje?

Nic fajnego nie przychodzi mi do głowy. Może zespoły ukraińskie z Nokturnal Mortum na czele, potrafią wykrzesać apokaliptyczny klimat. Z polskich Graveland, pierwsze Behemothy, Sacrilegium. Lubię posłuchać Skyclad. Mało słucham takich rzeczy, nie jestem ekspertem, pewnie dużo mi umknęło. Większość zespołów jest po prostu słabo nagrana i bolą uszy. Niestety, albo stety minęły już czasy, gdy słaby poziom dźwięku był „kultowy”.

Zdaje się, że chyba nawet bliżej ci do muzyki etnicznej, niż metalu? Czy, wzorem zespołów typu choćby Drudkh, planujesz jakieś wydawnictwo z muzyką całkowicie akustyczną? Biorąc pod uwagę obecny kierunek rozwoju TW, osobiście bym się z nie zdziwił.

Wiesz, że ze współczesnym metalem jest tak, że ciężko znaleźć zespół, który by czymś zaskoczył. Jeśli mam włączać kolejną płytę, która brzmi jak skrzyżowanie zespołów X i Y (te najczęściej nagrały płyty na początku lat 90-tych), to wolę posłuchać już tych zespołów X i Y. Muzyka etniczna ma dla mnie walor zaskoczenia. Zespoły z różnych części świata zupełnie inaczej podchodzą do dźwięków, inny budują klimat. Podoba mi się też jak muzycy mieszają te nastroje z nowoczesnymi brzmieniami. My staramy połączyć etniczną dzikość ze standardowym rockowym instrumentarium. Nie sądzę, żebyśmy w najbliższej przyszłości nagrali płytę czysto akustyczną.

Z innej beczki – sporo koncertujecie. Ogromną bolączką wielu zespołów „folk metalowych” jest odtwarzanie ludowego instrumentarium z playbacku na koncertach – sam byłem na takim koncercie rosyjskiej Arkony i wypadło to tragicznie. Wy chyba nie macie z tym problemu?

Nie mamy, bo nie potrzebujemy żadnych wspomagaczy. Wszystko co znalazło się na CDC jesteśmy w stanie odtworzyć bez posiłkowania się playbackiem. Z ludowego instrumentarium używamy tylko drumli, a na tej Darek wygrywa i na żywo. Djemby Grabaża na koncercie brzmią jeszcze lepiej niż na płycie.

thy wor 1

Wróćmy jeszcze do Czarnej, dzikiej czerwieni. Jak nazwa ma się do tematyki albumu, którą – dość pobieżnie – przybliżyłeś? W utworze Czarny teksty przypomina mi jakąś złowrogą rymowankę dla dzieci. Kim, lub czym, jest tytułowa postać, która przerażać ma adresata tekstu?

Nie umiem na to pytanie rozsądnie odpowiedzieć 😉

A nierozsądnie?

Nierozsądnie to Czarny.

Wspominałeś o następcy „CDC” – czego można się spodziewać, o ile macie już jakieś konkrety?

Konkrety mamy. Jak na moje oko, to różnica między CDC a nowym materiałem będzie taka, jak między Opowieścią… a CDC. Duża. Jako, że CDC już trochę nas nuży, nowe utwory to jest to, co najchętniej gramy na próbach. Mamy pomysł na album, mamy już ponad połowę utworów poważnie rozgrzebanych. Mamy nawet okładkę  i niektóre teksty. Teraz jest bardziej klimatyczne,  bardziej brutalne, bardziej innie.

I jeszcze pytanie o pewne inspiracje pozamuzyczne – nie wiem jak Tobie, ale mi muzyka na „CDC” oraz jej oprawa graficzna cholernie kojarzą się z fińskim filmem Sauna. Czy sztuka inna niż muzyka inspiruje was w jakikolwiek sposób?

Oczywiście. Mężczyźni są wzrokowcami, ja zawsze sobie coś wyobrażam jak gram. Myślę, że dobry film potrafi zmienić sporo w Twoim światopoglądzie. A to wpływa też na muzykę, którą tworzysz. Sauny nie widziałem.

I na tym chyba będziemy kończyć, chyba, że chciałbyś powiedzieć jeszcze o czymś, o co nie zapytałem – śmiało.

Nie chciałbym. Pozdrawiam wszystkich Czytelników.