W imieniu grupy wypowiadał się W.

Margaret: Zacznę od pytania jak najbardziej na czasie. W jaki sposób, jako osoby oddane rodzimej wierze, obchodzicie Szczodre Gody? Jesteście członkami Związku Rodzimowierców, czy raczej takiej potrzeby przynależności nie czujecie? Jak zazwyczaj przebiega obrzęd, jeśli w takowym uczestniczycie?

Stworz: Opisywanie całego obrzędu chyba nie ma tu sensu, pewnie każdy, kto się tym interesuje, ma jakieś pojęcie jak to może wyglądać, a nasze obchody raczej nie odbiegają od tych, które organizowane są oficjalnie przez związki wyznaniowe – no, może u nas jest to na mniejszą skalę. Złożenie ofiary, modlitwa, zwyczaje symbolizujące konkretne wydarzenia w przyrodzie, biesiada z tradycyjnymi polskimi potrawami i tak dalej. Długo by pisać. Natomiast nie jesteśmy członkami żadnego związku, wszystko organizujemy w małej, lokalnej wspólnocie i mi osobiście taki stan rzeczy odpowiada. Popieram istnienie dużych związków, ale raczej nie w takiej formie jak to ma miejsce dziś.

Margaret: W naszej ostatniej rozmowie wspominałeś o nadchodzącym albumie, który ma ukazać się wiosną. Ucieszyłam się, kiedy usłyszałam, że znajdzie się na nim o wiele więcej folkowych wpływów. Uchylisz rąbka tajemnicy i opowiesz nad czym pracujecie?

Stworz: Z tą wiosną to tak mocno orientacyjnie, powiedziałbym, że to jest bardzo optymistyczna wizja, a podejrzewam, że jeszcze przyjdzie na wydanie poczekać… Album będzie zawierał 15 utworów i przynosi pewną zmianę stylistyczną, faktycznie pojawia się więcej ludowych wtrętów (które jednak nie polegają po prostu na dodaniu fletu…), chociaż na album w pełni folkmetalowy proszę się nie nastawiać… Natomiast utwory tym razem są dość zróżnicowane i trochę wychodzą poza ramy, których trzymaliśmy się do tej pory, co zresztą nie powinno dziwić, bo zawsze deklarowałem, że takie coś może nastąpić. Obecnie album jest miksowany, a gdy będą jakieś wstępne miksy, wtedy zobaczymy, czy nie przyjdzie nam do głowy dodanie czegoś, a mamy pewne plany w tej kwestii. Okaże się.

Margaret: No, niestety, samo dodanie fletu folk metalu z muzyki nie zrobi. 😉 W takim razie, czekamy niecierpliwie na nową płytę. Następna kwestia, którą chciałabym omówić: należycie do kapel, których muzyka niesie ze sobą wyraźny przekaz. Już same okładki płyt, tytuły utworów i teksty pokazują nam, że jesteście silnie skupieni na Słowiańszczyźnie, tym, co rodzime, naturalne. Sięgnijcie pamięcią wstecz, przypominacie sobie, skąd wzięły się u was takowe pobudki i kiedy zaczęły się pojawiać? Może związane jest z tym jakieś ważne wydarzenie w życiu każdego z was?

Stworz: Widzisz, a jednak wielu kapelom wydaje się, że wystarczy flet z klawisza i szafa gra… No, okładki to były jak do tej pory takie sobie, moim zdaniem. Dopiero „Śnij Ziemio Moja” i „Słońcakres” reprezentują wysoki poziom i są dokładnie takie, jak chciałem. Ale do rzeczy – to będą okolice 2005, czy 2006. Nie bardzo pamiętam, skąd mi się to wzięło, widać było we mnie i po prostu rozkwitło, że tak powiem, u reszty chyba podobnie… Zresztą, w tamtych czasach trochę inaczej to wszystko pojmowaliśmy. Z czasem nasze poglądy bardzo ewoluowały… A całe to „przebudzenie” to raczej proces, aniżeli impuls wywołany pojedynczym wydarzeniem. Polska ludowość, folklor, pociągały mnie od dziecka, jednak dopiero na pewnym etapie życia stało się to czymś więcej. Mniej więcej wtedy gdzieś pojawili się ci mityczni Słowianie i zacząłem drążyć temat. W szkole nie było o tym ani słowa, za to Grecja wychodziła mi bokiem – taki mamy system oświaty.

Margaret: Dokładnie – zapytaj dziś ucznia szkoły podstawowej bądź gimnazjum o Zeusa i Peruna, to opowie ci tylko o pierwszym. Mówisz o ludowości, powiedz zatem, czym dla was jest tradycja? Jest ona bowiem ściśle związana z ludowością. Jak oceniacie osoby, które za nic mają sobie nasze zwyczaje? Jest ich, niestety, sporo w dzisiejszych czasach.

Stworz: Oceniam takie osoby jako kalekie. Brak duchowości, wykorzenienie, gardzenie zwyczajami, próby przenicowania istoty człowieczeństwa – to są cechy charakterystycznego dla  dzisiejszych czasów zbydlęcenia ludzkości. Dość banalny cytat o drzewie, które usycha odcięte od korzeni jest tu jak najbardziej na miejscu. Czym jest dla nas tradycja? Nieodłączną częścią zdrowego społeczeństwa, razem z religią. Zwłaszcza dziś stanowi ona pewien punkt zaczepienia, stały ląd na rozszalałym morzu globalizacji i postępującej głupoty. Odrzucenie czegoś wypracowywanego przez wieki to wyrządzenia krzywdy samemu sobie i swojemu społeczeństwu – można powiedzieć: samobójstwo. Zwłaszcza, że większa część świata nie ma z tym problemu i tylko jak zwykle w Europie człowiek pozostaje omamiony jakąś złudną „wolnością” i gówno wartym „indywidualizmem”.

Margaret: Może niektórych Twój punkt widzenia w pewien sposób oświeci i ludzie zaczną się zastanawiać nad tym, do czego tak naprawdę dążą w dzisiejszych czasach, w których króluje ignorancja i pośpiech. Cóż, teraz nieco oderwiemy się od sentymentalnych wywodów. Opowiedz o waszych muzycznych inspiracjach. Są kapele, które miały wpływ na to, że Stworz brzmi właśnie w ten sposób, czy raczej wykluczacie takie prawdopodobieństwo? Czego słuchacie na co dzień? Sądzę, że słuchacze są tym zainteresowani i ucieszyliby się, gdybyście polecili kilka dobrych kapel.

Stworz: Prędzej ktoś mnie jeszcze nawyzywa. 😉 Oczywiście, że mieliśmy (i mamy dalej) muzyczne inspiracje i z pewnością miały one jakiś wpływ na muzykę. Niezmiennie należą do nich zespoły folk i pagan metalowe z Rusi, chociaż dzisiaj metalu słucham o wiele mniej niż kiedyś. Chyba największy wpływ miał Temnozor. Może mało oryginalna inspiracja, ale ta grupa zrobiła na mnie kiedyś ogromne wrażenie, które trwa do dziś, i chyba nie muszę nikogo przekonywać do jakości ich muzyki. Ale dziś o wiele więcej słucham wszelkiej muzyki ludowej – polskiej, słowiańskiej, wreszcie wschodnioeuropejskiej, bałkańskiej i azjatyckiej. I różnych wynalazków około neofolkowych. Nie wiem, czy ma to wpływ na muzykę Stworz, jakiś na pewno, choć pewnie nie tak bezpośredni. Z „cięższych” rzeczy przy tworzeniu ostatniego albumu katowałem Horytnicę, Kamaedzitcę, ostatni album Dub Buk oraz Negura Bunget i pewnie jakoś to się odbiło w muzyce, chociaż ja osobiście tego nie słyszę.

Margaret: Z nutką niekrytego subiektywizmu przyznam, że są to zespoły godne polecenia. Czy słuchacze kiedykolwiek będą mogli spodziewać się, zobaczą nazwę „Stworz” na plakacie jakiegoś wydarzenia, czy raczej nigdy nie zdecydujecie się grać koncertów?

Stworz: Tak… Koncerty – temat rzeka. Kiedyś byliśmy aktywni na żywo, graliśmy mnóstwo prób. Na samym początku „kariery” zagraliśmy nawet dwa zamknięte koncerty i było równie przyjemnie, co bezsensownie. Ale kiedy tylko pojawiły się ciekawe możliwości występów (przed Temnozorem, Arkoną…) to wszystko trafił szlag, ale nie będę się nawet rozpisywał czemu. Potem na długi czas odechciało mi się grania na żywo. Teraz z kolei znów jest możliwość, jest skład i sensowne perspektywy koncertów. I chyba coś z tego będzie, ale nic nie obiecuję, ani się nie nastawiam, nauczony poprzednimi doświadczeniami. Ponoć wiosną mamy zacząć grać próby. Zobaczymy…

Margaret: Życzę wam zatem owocnej pracy i czekam na nową płytę! Na zakończenie, macie ochotę przekazać kilka słów osobom, które miały już, tudzież rychło będą miały przyjemność poznać waszą muzykę?

Stworz: Zamiast tego garść nowin: split „Śnij Ziemio Moja” właśnie ukazał się na taśmie nakładem Werewolf Promotions i Ancient order, kto nie słyszał i lubi kasety – zapraszam. Ponadto właśnie wyszła kompilacja wczesnych demówek, jeśli kogoś interesują te surowizny, to można je nabyć na CD (wcześniej tylko na taśmach). Poza tym dzięki za wywiad i pozdrawiam.