Fanom pirackiego grania Swashbuckle jest dobrze znane. Z okazji nagrywania przez nich nowego albumu postanowiliśmy przeprowadzić z nimi wywiad. Na pytania odpowiadał basista i wokalista zespołu – Patrick Henry, znany również jako Admiral Nobeard.

Zacznę od pytania dotyczącego Waszej nadchodzącej płyty. Zdradzicie coś, czy słuchacze muszą wytrzymać do czasu premiery?

To dość śmieszny zapis o naszym niezadowoleniu z Ziemi jako całości, więc znajdujemy drogę do przestrzeni, aby złupić to, co wielkie poza nią. To w zasadzie ponad 30 piosenek i przerywników o głupim pirackim gównie.  Zapis koncepcji na temat znudzenia, czarnej magii, dziwnej nauki, horroru Eldritcha i wysadzania śmieci morskich.

Wasza pierwsza płyta – „Crewed by the Damned” – brzmiała bardzo thrashowo, było w niej nie wiele death metalu. Co Was skłoniło do tego, żeby w kolejnych albumach iść bardziej w kierunku death metalu?

Zawsze mieliśmy death metalową otoczkę i jest to widoczne w piosenkach, które piszę. Bardzo często łączymy to z thrashem, death, punkiem, grindcore’em i hardcore’em, przez co zawsze byliśmy zespołem crossoverowym, tak się składa, że ​​z każdym nagraniem piszę cięższe i szybsze utwory niż poprzednie. Nie ma świadomej decyzji o tym postępie, to jest naturalne. Jesteśmy tacy dziwni.

Dlaczego śpiewacie o piratach? Interesujecie się tym, uważacie że robili destrukcję tak jak Wy obecnie czy jest jakiś inny powód?

Było to coś, o czym chciał napisać Commodore Redrum (gitarzysta – dop. red.), więc to jest nasz temat przewodni. Ja, k***a, nienawidzę tego, dlatego piszę o dziwnych gównach, jak piraci w kosmosie, a nie o tym głupim gównie, który wypluwa na ciebie Alestorm. Jestem pewien, że piraci byli brutalni jak cholera, lecz tak naprawdę nie zostawili wielu przy życiu, którzy mogliby powtórzyć opowieści o ich brutalności. Ale z drugiej strony, jak brutalnie możesz być w plisowanej koszuli i głupim, pieprzonym kapeluszu?

Co możecie powiedzieć o Waszej ostatniej piosence, którą wydaliście – Good Friends In Wet Places? Była to zapowiedź Waszego nowego albumu czy coś na zasadzie spontanu?

Zdałem sobie wtedy sprawę, że jesteśmy zespołem od około 10 lat, więc skierowałem  moją miłość do wszystkiego co chore i napisałem coś, do czego ludzie mogliby śpiewać. To była tylko piosenka stworzona dla nas i dla ludzi, którzy wspierali nas przez lata. Nie powiedziałbym, że to zapowiedź nowej płyty, a raczej singiel.

Na waszej ostatniej płycie Crime Always Pays… miały udział gościnny panie, które swego czasu grały w Eluveitie. Jak doszło do tej współpracy?

Graliśmy z nimi na kilku festiwalach i zostaliśmy przyjaciółmi, a Meri i Anna  świetnie grają na swoich instrumentach, więc zapytaliśmy, czy zagrają w piosence.  Zrobiły to, i dzięki nim to są dwie moje ulubione piosenki (Slowly Wept the Sea oraz Of Hooks & Hornswogglers – dop. red.), jakie kiedykolwiek napisałem.

Na Waszych albumach często goszczą utwory akustyczne. Planujecie może jakiś akustyczny koncert albo płytę w tym stylu?

Nigdy nie planujemy niczego, więc kto wie. Może być koncert, który wykonujemy w całości akustycznie, albo możemy wydać i nagrać płytę całkowicie akustyczną. To naprawdę zależy od tego, czy przestanę być leniwy i napiszę nowy materiał akustyczny. Co do koncertów, nie chciałbym podróżować z tym gównem, nie jesteśmy Opeth.

Eric jest waszym trzecim perkusistą. Dlaczego dość często zmienialiście perkusistę? I czy jesteście zadowoleni z obecnego?

Nikogo nie dziwi, że perkusiści są opóźnieni i idiotyczni. Zostało to udowodnione naukowo. Nasz pierwszy perkusista był gówniarzem, który nie chciał ćwiczyć ani uczyć się nowego materiału, więc musiał odejść. Bootsman Collins chciał zarabiać pieniądze, a nie zarobisz ich jako początkujący zespół na metalowej scenie, więc zapłacił kaucję i dostał pracę w zespole koncertowym. Eric to cholerna bestia, i jest w 1000% poświęcony swojemu instrumentowi i sprawia, że ​​jest on najlepszym perkusistą, jaki może być, ma na to duże zapotrzebowanie. Obecnie jest w trasie z Nekrogoblikon, będzie robił byle co z Vale of Pnath, a także robi własne projekty. Zawsze był perkusistą, którego chciałem w tym zespole, a teraz, kiedy gra z nami, jest najlepszym, jakiego kiedykolwiek mieliśmy. Nie obchodzi mnie to, co ktoś mówi, tak działa zespół.

Na początku działalności Swashbuckle mieliście klawiszowca. Chcieliście grać kiedyś inny gatunek niż obecnie dane jest nam słuchać?

Klawiszowiec był w zespole przez godzinę. Więc to był żart i zostawiliśmy tam jego nazwisko. Jeśli chodzi o granie różnych rzeczy, robimy to od czasu do czasu, ale zawsze chciałem, żeby to był crossover. Tak właśnie zrobiliśmy.

Opowiecie o Waszej współpracy z Nuclear Blast Records?

Dołączyliśmy do nich, a potem odwrócili się od nas, jakbyśmy wygrywali jakieś pieprzone zawody. Nie słyszeliśmy o rywalizacji, dopóki nie podpisaliśmy umowy. Oni są fajni i traktowali nas dobrze, po prostu nigdy nie zrobiliśmy im pieniędzy jak Nightwish, więc zostaliśmy porzuceni po Crime Always Pays. Chcieli, żebyśmy w zasadzie zrobili drugą część Noose, a my nie zamierzaliśmy tego zrobić. Piszemy, co uważamy za dobre i czego chcemy słuchać. Nie mamy z nimi złych stosunków. Gdyby chcieli wydać kolejny album, byłoby okej. Ale nie sądzę, żeby nas przyjęli.

Jak odbieracie fakt, że Wasz jak dotąd jedyny teledysk (nie licząc Drink Up) ma na YouTube ponad 1300000 wyświetleń?

Myślę, że to dobry teledysk. David Brodski sprawił, że nasze brzydkie mordy były jeszcze brzydsze i to było niesamowite. Fajnie, że ludzie wciąż go oglądają i komentują. Poza tym, nie myślę o tym zbyt wiele.

Jakie są Wasze stosunki z Alestorm? Ich utwór „Swashbuckled” odwołuje się bezpośrednio do Was…

Jesteśmy przyjaciółmi, Commodore Redrum jest z nimi bardziej zaprzyjaźniony, ja po prostu trochę ich toleruję. Ich dez-track jest dość słaby i może gdyby wkładali trochę wysiłku w komponowanie, nie musieliby skupiać się na pisaniu głupich piosenek o piciu z nastolatkami. Mamy o nich piosenkę na naszej nowej płycie. Jest krótka, złośliwa i bez sensu. Nie chcieliśmy marnować na nich 3 minut, więc będzie to około 30 sekund. Nie muszę poświęcać znacznej części czasu nagrań na śpiewanie o tym, że Chris Bowes jest pieprzonym „chudem”.

Mieliście jakieś ciekawe historie podczas 70,000 Tons Of METAL? W końcu to Wasze klimaty: statek, morze, alkohol…

Pierwszy raz był najlepszy. Wszyscy byliśmy bardzo zrujnowani i świetnie się bawiliśmy. Nie pamiętam wiele…

Prowadziliście kiedyś bardzo sumiennie wasz kanał na YouTubee. Planujecie dalej wrzucać jakieś filmy albo chociaż nowe odcinki Painting Shit with Admiral Nobeard?

Myślę, że będziemy wrzucać więcej rzeczy, gdy zbliżymy się do ukończenia płyty. Jestem pewny, że ​​zrobię więcej odcinków Painting Shit i prawdopodobnie wrzucimy kilka poradników do naszych piosenek. Kilka osób pytało o nie, więc domyślam się, że weźmiemy to pod uwagę.

Chcecie coś dodać od siebie na koniec?

Dziękujemy wszystkim za wspieranie naszego głupiego zespołu przez lata. Jesteście powodem, dla którego ciągle robimy to głupie gówno. Zjedz czaszkę k***y, imprezujmy.