Kilka tygodni temu ukazała się nowa płyta grupy będącej w światowej czołówce sławy folkmetalowej. Ategnatos Eluveitie ujrzał światło dzienne aż 5 lat po premierze ostatniego z nieakustycznych albumów – Origins. Doskonale wiemy, przez jak gruntowne zmiany zespół przechodził od tamtego czasu i jesteśmy ciekawi także Waszych opinii na temat krążka. Czy duch zespołu wytrzymał próbę czasu? Czy muzykom udało się Was zaskoczyć?

Premiera była poprzedzona cyklem fimów Track By Track ukazujących się na oficjalnym profilu zespołu, na których przedstawiane były tło oraz interpretacja i kulisy pracy nad powstawaniem poszczególnych kawałków albumu. Nie sposób nie zauważyć, że grupa postawiła sobie poprzeczkę wysoko i każdemu z jej członków poszczególne aspekty pracy zapadły w pamięć.

Eluveitie – ATEGNATOS (Official Track-By-Track #1)

Tracklista przedstawia się następująco:
Wasze typy?

  1. Ategnatos
  2. Ancus
  3. Deathwalker
  4. Black Water Down
  5. A Cry in the Wilderness
  6. The Raven Hill
  7. The Silvern Glow
  8. Ambiramus
  9. Mine Is the Fury
  10. The Slumber
  11. Worship
  12. Trinoxtion
  13. Threefold Death
  14. Breathe
  15. Rebirth
  16. Eclipse

Eluveitie bardzo mocno akcentuje w swojej płycie tematykę… odejścia. Nie zawsze śmierci, strachu i niepewności. Czasami przyjmuje ono formę zmierzenia się z koniecznością, światłością… ale także ze spokojem, niejednokrotnie nazwanym dosłownie – odrodzeniem. Czy zespół przelał do swojego dorobku historię powstania na nowo, od pamiętnego dla wszystkich fanów roku 2016?

Jak podoba Wam się występ Fabienne w roli czystego wokalu i dźwięków harfy?

Moim skromnym zdaniem zespół spróbował wrócić do korzeni, zaczerpnąć esencji, a jednocześnie dopuścił sporo młodej, dotlenionej krwi i wstawek. Z korzyścią. W albumie można się zatracić, chwilami oderwać, lub przeżyć zaskoczenie, a na pewno wspomóc swoim wykonaniem perkusję na blatach swojego najbliższego otoczenia. Moje biurko musiało swoje odcierpieć. Jestem bardzo rad z faktu, że na mojej playliście Elu pojawią się wreszcie jakieś nieosłuchane do każdej nuty i riffu utwory, będące integralną częścią ich stylu, mocy i klimatu.