Wiadomo, słuchamy wszyscy Eluveitie, Percival Schuttenbach, Ensiferum, Arkony i innych zespołów, które pochodzą z Europy lub jej bliskich okolic. Wielu z nas uwielbia te grupy, ponieważ bardzo skutecznie oddają klimat regionu, z którego się wywodzą lub inspirują. Spójrzmy jednak trochę dalej, a znajdziemy muzykę o zupełnie oodmiennej atmosferze, jednak stylistycznie nie do końca tak oddalonej od naszej. Prehispanic metal – czyli słów kilka o folk metalu z Ameryki Południowej.

Zanim przejdę do zespołów, które osobiście uważam za jednych z lepszych przedstawicieli owej sceny, postaram się za pomocą słowa pisanego scharakteryzować mniej więcej sposób, w jaki przedstawiają muzykę przodkowie dawnych ludów azteckich czy też Majów.

Undergroundowe podejście
Zacznę zatem od tego, że jeżeli ktoś lubuje się w albumach reprezentujących wysokobudżetowe produkcje, raczej odrzuci go taka muzyka. Oczywiście nie brakuje perełek takich jak brazylijska Sepultura, która jest obecnie jedną z legend sceny metalowej; niemniej, większość inspirujących mnie zespołów to nie marki mające na celu zarobek, a raczej grupy ludzi, które postanowiły spełnić swoje artystyczne ego i pograć w zespole.

Trve Mexican Metal
Wracając zatem do samego brzmienia – w większości przypadków jest to surowa produkcja. Po próbie zajrzenia głębiej w scenę prehispanic metalu można zauważyć, że duża część zespołów swój folk łączy najczęściej z death albo black metalem. Oczywisty jest fakt, że nie tylko z tymi podgatunkami jest mieszana ta muzyka – power, heavy czy thrash metal są również częstymi wyborami w tej scenie – niemniej, surowość pozostaje. W mniejszym lub większym stopniu.

Mało melodyjnego folku, więcej klimatu
Podczas słuchania prehispanic metalu można odnieść wrażenie, że tego folku jest znacznie mniej niż w zespołach bliższych nam, jeżeli chodzi o odległość. W większości przypadków – tych, które uderzyły w moje gusta – ten folk służy najczęściej jako intro, outro i jakiś niewielki dodatek w trakcie utworu. Tradycyjne instrumenty z tamtych rejonów w dużej mierze stanowią bębny, niewiele znajdziemy tam innych rodzajów instrumentów, z których też nie wszystkie zespoły korzystają. Mimo dłuższego słuchania wielu zespołów dość często spotykałem się z fletnią pana, okaryną, deszczowym kijem lub grzechotką. Nie są to sprzęty tak rozbudowane jak lira korbowa czy akordeon, posiadają znacznie mniejszą paletę dźwięków od tych wykorzystywanych w Europie. Niemniej atmosfera, którą mogą stworzyć, jest wyjątkowa i ma bardzo zbliżoną siłę przebicia co “tutejsze”.

Biografie i inne takie
Trudno było mi znaleźć jakiekolwiek informacje na temat tamtejszych grup muzycznych; albo skończyli działalność po jednym albumie i nie ma o nich żadnych informacji, albo ich aktywność w social mediach ogranicza się do publikowania własnych piosenek z YouTube i wrzucania kilku zdjęć z ostatnich występów na scenie z dopiskiem “fotos en un concierto…“. No trudno, jak nie tak, to postanowiłem napisać kilka wiadomości do ludzi, którzy pochodzą z tamtych rejonów. W odpowiedzi przeczytałem, że w jednym zespole niedawno zmarł lider grupy na atak serca, w innym, że grali koncert w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Nie jestem jakoś specjalnie zdziwiony tym, że zespoły są wpuszczane do więzień w celu zagrania koncertu – chociaż średnio widzę, żeby u nas jakiś zespół folkmetalowy pokroju Leśnego Licha zagrał w zakładzie karnym Warszawa-Białołęka. Ale cóż, co kraj to obyczaj.

Polecane
Na koniec tego krótkiego felietonu chciałbym wymienić najciekawsze – moim zdaniem – grupy z tamtych regionów:
Cabracan – meksykańska grupa, która łączyła w sobie black/death/folk metal. Wydali demówkę oraz jedną płytę Veneración antigua. W 2012 zakończyli działalność, a na podwalinach Cabracan powstało Camaxtli Yoxippa, która gra obecnie folk z mieszanką progresywnego power metalu.
Ek – znowu meksykański zespół. I ponownie, folk metal zmiksowany z death metalem. Wydali dwa dema, jeden długograj i słuch o nich zaginął.
Guahaihoque – zespół ten działa od 1996 roku. Pochodzą z Kolumbii i grają power folk metal. Nagrali jedno demo, longplay i tyle.
Tlillan Calmecac – wspominałem o bandzie, który grał w więzieniu? No. Grają surowy black z dużą dawką folku. Jako jeden z nielicznych zespołów z gatunku i regionu poruszał w swoich lirykach tematy antychrześcijańskie. Na koncie kilka splitów, demówek i jedna EPka.
Xipe Totec Kalpul – moim zdaniemta grupa ma w swojej muzyce najwięcej folku. Wydali jedno demo, EP i album długogrający. W 2016 zmarł ich kompozytor i gitarzysta – Tlilhuetzca. Obecnie można ich słuchać pod nazwą Xipe Vitan Jä’i.
Cemican – definitywnie najlepiej rozwijający się zespół ze wszystkich wymienionych; trzy albumy długogrające, profesjonalnie zrealizowane teledyski, aktywność w social mediach czy też występy dużych scenach europy. Meksykański folk thrash/power metal.