Mystic Festival to jedno z najważniejszych dla miłośników metalu wydarzeń w Polsce. Tegoroczna edycja przeszła do historii. I choć już trochę czasu minęło, pragnę Was zabrać na moment do Krakowa na koncert Eluveitie (bo i gratki dla fanów folk metalu nie zabrakło).

Na Mystic Festival szykowałam już glany od dłuższego czasu. Bardzo chciałam usłyszeć na żywo nie tylko szwajcarskich muzyków, ale także Testament czy Powerwolf. 25.06 (a zapewne również w inne dni) krakowski Tauron pękał w szwach. Choć temperatura dawała popalić, arena zadbała o klimatyzację i można było posłuchać ulubionej muzyki w komfortowych warunkach.

Występ Eluveitie zaplanowano na godzinę 17.00. Wielki plus dla organizatorów za sprawną obsługę i brak opóźnień. Punktualnie o 17.00 Szwajcarzy zawładnęli sceną – a scena rozgrzała się do czerwoności.

Nieco zdziwiło mnie to, że tylko scena. Choć frekwencja była bardzo wysoka, duża część słuchaczy zadowalała się bardziej statycznym przeżywaniem muzyki. Eluveitie jednak nawiązało bardzo dobry kontakt z publiką i po krótkim czasie w górę wystrzelił las rąk.

Na koncercie nie zabrakło zarówno najnowszych utworów zespołu z płyty Ategnatos, jak i starszych, dobrych znanych klasyków, takich jak Call of the Mountains, który chórem śpiewała cała sala. Dźwięczny głos Fabienne Erni dobrze komponował się na żywo z growlem Chrigela. Choć z uwagi na napięty grafik wydarzenia muzycy mieli do dyspozycji zaledwie 45 minut, udało im się maksymalnie wypełnić przestrzeń energią wypływającą z ich twórczości. Nie mogło oczywiście zabraknąć kultowego Inis Mona, który wzbudził duży entuzjazm odbiorców.

Koncert oceniam jako bardzo udany; naładowana pozytywną energią wybrałam się na Testament, ale to już odrębna historia. Pozostaje nam wyczekiwać MF 2020. Oby organizatorzy i tym razem, dobierając skład, zadbali o fanów folk metalu.