Moim zdaniem Kampfar z każdym swoim kolejnym albumem wykonuje coraz lepszą robotę; po genialnym Profan norwescy paganmetalowcy uciekli od mediów na ponad trzy lata i nie było nic o nich słychać. Po tym czasie wrócili z singlem Ophidian, który zapowiada ich nową płytę Ofidians Manifest.

Nie ukrywam, że jest to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie krążków tego roku; zastanawiało mnie, czy Kampfar po (dosłownym) odizolowaniu się od wszelkich mediów społecznościowych i fanów zdoła utrzymać poziom i zrobić z Ofidians Manifest twór co najmniej świetny.

Po przesłuchaniu wcześniej opublikowanych piosenek – Ophidian i Syndefall – miałem mieszane uczucia; nie było tam niestety niczego, co byłoby związane z folkiem, po prostu czysty, bardzo dobrze wykonany black metal. Fakt, Kampfar zawsze był mimo wszystko kojarzony z gatunkiem, który jest dobrem narodowym Norwegii, ale to właśnie te wszelkie folkowe wstawki sprawiały, że są oni kimś wyjątkowym. Na szczęście, jeżeli chodzi o całokształt albumu, pogańskiego ducha nie brakuje.

Ów Norwedzy mieli o tyle trudne zadanie, że Profan jest albumem prawie że doskonałym (warto nadmienić, że za ten krążek dostali nagrodę norweskiego przemysłu fonograficznego Spellemannprisen – zgadzam się w stu procentach z decyzją jury). Trudno mi stwierdzić, czy ich najnowszy opus jest lepszy od swojej poprzedniczki. Na pewno Ofidians Manifest to świetny album. Posiada wszystko, dlaczego uwielbiam Kampfar; agresja, melodyjność, doskonały wokal Dolk’a i ten klimat, który pozostaje w pamięci na długo. Jest to trudny album, do którego trzeba przysiąść, niemniej, stwierdzam z czystym sumieniem, że warto poświęcić te czterdzieści minut.

Po trzech latach milczenia Kampfar wrócił do nas z bardzo dobrą płytą. Będę jej pewnie słuchał równie często, jak to robiłem w przypadku ich poprzednich tworów. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy grupa powinna za Ofidians Manifest dostać kolejną nagrodę muzyczną, ale nominację napewno.

9-/10