Jako miłośnik brzmień nowego Thy Worshipera z niecierpliwością wyczekiwałem debiutu Popiołu, który już samą nazwą nawiązuje do pierwszej płyty wyżej wspomnianego. Choć uwielbiam eksperymenty
z Czarnej Dzikiej Czerwieni oraz Klechd, momentami tęskno mi było
za klimatem Popiół (Introibo ad Altare Dei).

Black metal (zwłaszcza w Polsce) przeszedł długą drogę. Nie jest inaczej w przypadku Popiołu; to stary Thy Worshiper, zgrabnie przystosowany do naszych czasów. Dzięki temu zabiegowi klimat stracił na wyjątkowym klimacie, lecz zyskał na dojrzałym brzmieniu i ciężarze. Momentami – na przykład w Gdy słońce zgaśnieZabobonom jest bliżej do Signum niż do wyżej wspomnianego debiutu. Zabieg jak najbardziej na plus, nie jest to zwykła kopia, a raczej nowe spojrzenie na to, co było kiedyś.

Za bas jestem zmuszony podnieść ocenę tego albumu o co najmniej jeden punkt; dawno nie słyszałem tak hipnotyzującego, da jednocześnie “drapiącego” brzmienia. Moim zdaniem jest to najlepszą stroną Zabobonów. Nie oznacza to jednak, że pozostałe instrumenty brzmią źle, bo tak nie jest. Perkusja gra – jak na Thy Worshiper przystało – skomplikowane rytmy, z częstymi zmianami temp, blastami oraz częstą grą na ukochanych przeze mnie tom-tomach i floor-tomach. Gitary też grają dobrze, nie jest to brzmienie black metalu ze starych lat, gdzie wskaźnik “gain” był wykręcony na maksimum. A wokal jest dokładnie tym, czego się spodziewałem po Marcinie Gąsiorowskim; bardzo agresywny growl z pewną nutką czegoś, co mnie bardzo intryguje. W połączeniu ze śpiewem Kubova wokale zbudowały wyjątkową atmosferę, którą można było usłyszeć jedynie w Thy Worshiperze. Teraz w Popiele.

Przechodząc do tematu samych utworów… Przez blisko połowę trwania albumu, żaden utwór nie zwalił mnie z nóg. Nie oznacza to jednak, że nie podobały mi się te kawałki – wręcz przeciwnie – świetnie się bawiłem, słuchając tych piosenek, zwłaszcza wcześniej wspomnianego Gdy słońce zgaśnie czy bardzo klimatyczne Wilcze jagody. Dopiero Chmury wbiły mnie w ziemię i pozostawiły po mnie jedynie popiół; moim zdaniem najlepszy utwór z płyty. Szybka, intensywna, epicka piosenka, która wymagała ode mnie kilku chwil refleksji po jej zakończeniu. Reszta kawałków – bez zarzutu, z wszystkimi plusami, które wymieniłem wcześniej. Chociaż warto wspomnieć o A kysz – który moim zdaniem nadawałby się do Klechd, czy też nowego albumu Thy Worshiper – oraz o drugiej połowie Umarłych; będę wracał do tego kawałka równie często jak do Chmur, w sumie z tych samych powodów – świetnego stopniowania w pierwszej połowie utworu. Zabobony kończy Czerń, będąca dla mnie jedną z trzech najlepszych piosenek na albumie.

Nie uważam, żeby Zabobony były lepsze niż Popiół (Introibo ad Altare Dei), sądzę jednak, że jest to świetny album, który zapada w pamięć i znajdzie grono fanów, a na pewno tych, którzy tęsknią za starym Thy Worshiperem. Sam będę wracał dosyć często do tego krążka i z niecierpliwością czekam na kolejne koncerty (świetnie wypadają na żywo) i płyty. A moja tęsknota za starym Thy Worshiperem została zrekompensowana.