Naszło mnie na wspominanie. Pamiętam czasy, kiedy byłem małym chłopcem i wraz z przyjaciółmi chodziłem nocą do lasu i wykrzykiwaliśmy liryki naszych ulubionych folk metalowych zespołów takich jak Radogost, Falkenbach, czy In Extremo. W tych okrzykach znajdywały się też oczywiście teksty z ostatniej płyty wydanej przez austriacki projekt Rivendell. Wróciłem do tego albumu, żeby sprawdzić, czy stawianie go na tym samym piedestale co wcześniej wspomniane zespoły nie było przypadkiem efektem zachwycania się każdym dźwiękiem, który przypominał mi folk…

Ale na początku napiszę kilka słów o samym Rivendell. Jest to jednoosobowy projekt folk/black metalowy pochodzący z Austrii – a dokładnie ze Salzburga. Gerold Laimer, ukrywający się pod pseudonimem Falagar, wydał pod szyldem Rivendell trzy albumy (dodatkowo wydał jedno demo pod nazwą Falagar), Farewell: The Last Dawn jest ostatnim z nich, wydanym już prawie piętnaście lat temu. Od tamtego momentu słuch o tym projekcie zaginął.

Może to i lepiej, że tak się stało? Każdy z tych trzech albumów uznawałem za twory wręcz idealne. Po odsłuchaniu ich w ostatnich dniach, dochodzę do wniosku, że nie był to dziecięcy zachwyt. Rivendell do dzisiaj potrafi mnie oczarować, praktycznie tak samo jak i dekadę temu. Niemniej, jak wszystkie z tych albumów wręcz ubóstwiam, Farewell: The Last Dawn jest moim ulubionym; prawdopodobnie jest to najlepszy krążek folk metalowy jaki było dane mi usłyszeć.

Mimo że na ostatnim opusie Rivendell mamy w sumie klasyczne, proste melodie folk metalowe z naleciałościami epic black metalu, ten album nie jest w stanie mnie znudzić; jest w nim jakaś magia, która pochłania mnie do reszty i jestem w stanie – tak jak lata temu – słuchać każdego utworu po kolei przez co najmniej dwa tygodnie. Inaczej było z The Fall of Gil-galad; o tym kawałku mogę powiedzieć wiele. Na pewno to, że był, jest i będzie moim ulubioną piosenką folk metalową, ale też w ogóle. Wiem, jest to banalnie prosta melodia, jak tysiące innych z gatunku. Ale w przeciwieństwie do nich, The Fall of Gil-galad jako jedyny był w stanie pochłonąć mnie do reszty na tak długo.

Prawdopodobnie, Farewell: The Last Dawn nie znudził mi się z powodu swojej różnorodności, a także z powodu klimatu, jaki Falagar stworzył na tym krążku. The Old Walking Song czy też Back to Lands We Once Did Know sięga do orientalnych melodii. The Fall of Gil-galad lub Rivendell nawiązują do czysto tolkienowskiego klimatu. Z kolei A drinking song ma atmosferę – jak się nie trudno domyślić – czysto pijacką.

Cieszy mnie to, że zdecydowałem się na powrót do tego albumu po tylu latach. Farewell: The Last Dawn w mojej opinii wyciąga z folk metalu, to co w nim najlepsze; klimat, melodie które zapadają w pamięć oraz magię, przez co mam ochotę na ponowne przeczytanie trylogii Władca Pierścieni, Hobbita i Silmarillionu. Mimo że Rivendell już od czternastu lat jest nieaktywny i szansa na to, że projekt powróci do życia jest mała, uważam, że każdy fan folk – blacku też – metalu powinien się zapoznać z tym albumem, jak i z całą twórczością Falagara. Rivendell jest jednym z dwóch jego projektów, drugim jest Ahnenstahl, który tworzył razem z niejakim Chesterem. Gorąco polecam, świetne wspomnienia.